Do – re – minął, za szybko! Za nami trzeci wieczór Festiwalu

DSC_0757Zdarzają się nieraz koncerty tak pełne muzycznych treści i różnorodne wyrazowo, że mimo trudności z ich łatwą klasyfikacją, za żadne skarby świata nie ma się ochoty ich kończyć. Z reakcji zgromadzonej na wczorajszym występie publiczności można wnioskować, że trzeci wieczór Festiwalu w Radziejowicach z pewnością do takich koncertów należał.

Na początku zabrzmiały trzy kompozycje Fryderyka Chopina. Każdą rozpoczynały dobrze znane dźwięki, które niepostrzeżenie rozpływały się w nasycone jazzową harmonią brzmienia, otwierając przed słuchaczami nowe przestrzenie muzycznych wrażeń. Poczynając od błyskotliwego Grande Valse, iskrzącego się lekkimi dźwiękami stylu „brillant”, po kipiącą ognistą energią Etiudę f-moll, artyści sprawiali, że wypełniony po brzegi namiot festiwalowy buzował od przekazywanych bez słów emocji.

Kiedy na scenie pojawił się Gary Guthman, świetliste dźwięki trąbki, przy akompaniamencie trio Filipa Wojciechowskiego i podkreślającej emocje reżyserii świateł, rozgrzały atmosferę do czerwoności. Rozpoczęła się fascynująca muzyczna podróż prowadząca spod chatki tupiącego w rytmie synkopowanym brazylijskiego szamana do słodkich dźwięków rzymskiej Fontanny di Trevi. Każdy z utworów z płyty „Solar Eclipse” miał bardzo osobisty charakter. Dzięki wprowadzeniom Gary’ego Guthmana, muzyczne opowieści natychmiast stawały się bliższe słuchaczom, gdyż każda z nich była częścią konkretnego człowieka i jego historii. Kiedy na scenie pojawiła się zjawiskowa Sasha Strunin, muzyczna zmysłowość i wdzięk chwalonej przez amerykańskiego jazzmana wokalistki w mgnieniu oka zjednały artystce publiczność, która słuchała kolejnych kompozycji niczym zaczarowana.

Koncert kończył się długo, niełatwo było licznie zgromadzonym słuchaczom wypuścić zachwyconych atmosferą artystów ze sceny. Ostatni bis był popisem wokalnym Gary’ego Guthmana oraz hołdem złożonym Louisowi Armstrongowi i jego niecodziennemu zachwytowi nad każdym przeżywanym dniem. Na wielu twarzach pojawiły się łzy wzruszenia, kiedy artysta z głębokim zaangażowaniem śpiewał znane każdemu miłośnikowi jazzu słowa radości i nadziei. Być może wielu słuchaczy nuciło później pod nosem jedną, jakże znaczącą linijkę angielskiego tekstu: „And I think to myself… what a WON-DER-FUL world!”. Doceniajmy piękne festiwalowe chwile i oczekujmy na kolejne muzyczne doznania, które przed nami już wtorkowego wieczoru.

Katarzyna Gajewska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress