Gary Guthman

Gary Guthman – kompozytor, aranżer, dyrygent, producent urodzony w Portland w stanie Oregon, studiował kompozycję i aranżację na Portland State University a następnie kontynuował naukę pod okiem takich mistrzów jak Henry Mancini i Don Costa. Zajmował się także nauczaniem na kanadyjskich uczelniach m.in: University of British Columbia, University of Alberta, Red Deer College, Alberta College i Grant MacEwan Community College. Występował i współpracował w kilkudziesięciu renomowanych big-bandach, takich dyrygentów jak Stan Kenton, Louis Bellson, The Dorsey Brothers, Clark Terry i Doc Severinson. Na początku lat 80-tych koncertował z Bee Gees. Lista artystów, z którymi przy licznych projektach współpracował, wydaje się nie mieć końca: Tom Jones, Paul Anka, Dionne Warwick, Aretha Franklin, Johnny Mathis, Englebert Humperdink, Jack Jones, Paul Williams, Lou Rawls, Connie Stevens, Sergio Mendez, Burt Bacharach, Mitch Miller, Peter Nero, Tony Bennett, Roger Whitaker, Michel Legrand, Anne Murray, i Neil Sedaka. Gary Guthman był także dyrektorem muzycznym i głównym solistą w wielokrotnie nagradzanym hicie teatralnym „Forever Swing”, który pokazywany był w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie przez blisko trzy lata (1999-2002). W tym czasie był także kierownikiem muzycznym zespołu Michaela Buble. W 2008 światło dzienne ujrzała płyta (DUX) kompozycji „Mistrz i Małgorzata” napisana specjalnie dla harfistki Małgorzaty Zalewskiej. Suita orkiestrowa pod tym tytułem była wykonywana wielokrotnie na estradach wielu filharmonii w Polsce and także poza granicami (USA, Kanada). Po przeprowadzce do Polski wydał w 2011 roku płytę z autorskimi kompozycjami, zatytułowaną „Solar Eclipse”, która jest do tej pory jedynym pełnym albumem amerykańskiego jazzowego wykonawcy wydanym przez Polskie Radio w prawie stuletniej jego historii.

 

Podczas VIII Letniego Festiwalu imienia Jerzego Waldorfa wykona Pan wraz z zespołem własne kompozycje znane miłośnikom jazzu, z Pana albumu Solar Eclipse. Skąd się wzięła ta muzyka?

W 2008 roku wybraliśmy się wraz z żoną  w rejs u wybrzeży Turcji, podczas którego obserwowaliśmy niezwykłe zjawisko – całkowite zaćmienie słońca. W Polsce wówczas to zaćmienie było tylko częściowe. Nieprawdopodobne przeżycie! Byliśmy na pełnym morzu, nagle grawitacja “przestała działać”, fale się wyprostowały, na morzu zapanowała całkowita cisza. Pojawił się tak zwany blue flash, czyli błękitne iskry nad powierzchnią wody. Tytułowy utwór, Solar Eclipse, powstał z tamtej inspiracji. Utwór Behind Closed Doors powstał z inspiracji udziałem w specjalnym, zamkniętym pokazie tanga w Buenos Aires, w którym wziąłem udział. A Sea Apart to opowieść o uczuciach dwojga ludzi rozdzielonych oceanem. W ogóle cała płyta inspirowana jest spotkaniami, rozmowami, wydarzeniami z mojego życia, a często z naszego wspólnego życia z żoną.

Właśnie. Osoba pana żony, wybitnej harfistki Małgorzaty Zalewskiej. Czy to dla niej przyjechał pan do Polski? Skąd Polska w życiu amerykańsko-kanadyjskiego jazzmana?

Przed wieloma laty koncertowałem razem ze wspaniałymi polskimi muzykami. Spotkałem ich na kilku jazzowych festiwalach. Z czasem zawiązały się pomiędzy nami więzy przyjacielskie, które zaowocowały zaproszeniem mnie do Polski na wspólne występy. Specjalnie dla mnie zorganizowano nawet trasę koncertową. Do wspólnego grania zostałem zaproszony przez wspaniałego polskiego pianistę, nie tylko jazzowego, ale także klasycznego, Filipa Wojciechowskiego, który na tę okazję powołał fantastyczne trio. I w ciągu następnych lat przewędrowałem Polskę wzdłuż i wszerz, dając ponad setkę koncertów  w różnych jej zakątkach. Więc promotor zapytał mnie czy nie potrzebowałbym apartamentu w Warszawie, aby móc się zatrzymywać  w Polsce na dłużej, co znacznie ułatwiłoby mu organizowanie tras koncertowych dla nas? Przystałem na taką propozycję i w tym samym czasie poznałem cudowną Polkę i fantastycznego muzyka- harfistę w jednej osobie. Po kolejnych dwóch latach wzięliśmy ślub (śmiech). I od tego momentu jesteśmy razem.

A co pana szczególnie zaintrygowało w naszym kraju, kiedy okazało się, że to nie tylko krótki przystanek w turnee?

Jedną z pierwszych rzeczy, którą zauważyłem po kilku tygodniach spędzonych w Polsce, co stało się nawet bardziej widoczne po dłuższym pobycie, jest to, że Polacy są  bardzo dumni ze swojego dziedzictwa i historii.  Pamięć o czasie przeszłym jest dla nich ważna nawet w obliczu codziennych bieżących wydarzeń politycznych.

Dla mnie najbardziej interesujący jest aspekt poszukiwania  głębszej definicji demokracji, która dopiero od dwudziestu lat zaistniała w Polsce. W Ameryce, ludzie nie próbują jej określać ponieważ uważają że demokracja w istniejącej formie im się po prostu należy od dwóch i pół wieku. Tutaj w Polsce, jej obywatele czują wagę historii, dziedzictwa a także wywalczonej wolności. I ciężko pracują dla budowy demokratycznego społeczeństwa. To bardzo piękna postawa.

No i taka Polska w pigułce, Pałac w Radziejowicach…

To szczególne miejsce dla mnie. Piękne, zadbane i tchnące historią. Otoczone troskliwą opieką przez wspaniałego dyrektora Bogumiła Mrówczyńskiego, przyciąga niezwykłą atmosferą kultury wysokiej.

 Pan, jak każdy Amerykanin, ma jakiś swój stary kraj

W przypadku mojej rodziny są to Niemcy, a konkretnie okolice Frankfurtu. W czasie amerykańskiej wojny domowej, na brzegu Savannah wylądowało czterech braci Guthmanów wraz z matką. Opowiedzieli się po stronie Południowców. Po wygraniu wojny przez Północ trafili do niewoli. W Muzeum Historii w Gettysburgu eksponowane są dokumenty, podpisane przez samego Abrahama Lincolna, w których stwierdza się, że braci Guthmanów można już wypuścić z niewoli. Takie były początki mojej rodziny w USA.

Guthmanowie byli związani z muzyką?

Tak. Ale raczej w wymiarze amatorskim. Zawodowo zajmowali się najczęściej z medycyną albo prawem. Dziadek miał największą aptekę w Portland. Moja mama była farmaceutką, tata menedżerem w kwiaciarni. Muzyka jednak zawsze gdzieś w pobliżu była. Rodzice dorastali w Los Angeles, w Złotej Erze Big Bandu. Gdy miałem dziewięć lat, zainteresowały mnie stare płyty winylowe, należące do mamy i taty. Najwięcej było tam nagrań Harry’ego Jamesa, wspaniałego trębacza, lidera zespołów jazzowych.  Kiedy usłyszałem jak gra, postanowiłem zostać trębaczem. Oczywiście mama się szalenie ucieszyła; uwielbiała Harry’ego Jamesa!

Pana droga muzyczna składa się jednak z kilku ścieżek. W nich, obok jazzu czy muzyki estradowej, również ważne miejsce zajmuje muzyka klasyczna.

Muszę stwierdzić że solidny klasyczny trening na każdym instrumencie daje techniczną bazę do lepszego wyrażania siebie.

Na Zachodzie nie istnieją szkoły muzyczne w takiej formie jak w Polsce. Często młodzi ludzie uczą się jedynie gry na instrumencie, bez znajomości teorii i dopiero potem, już prawie uformowani, nadrabiają zaległości.

Ja miałem dużo szczęścia trafiając na pedagogów którzy rozumieli zależności pomiędzy grą na instrumencie a rozumieniem formy, historii i literatury muzycznej. Pozwalano mi również rozwijać się wcześnie jako młodemu wykonawcy w wielu zespołach muzycznych. Już po pierwszym roku nauki, a miałem wtedy mniej więcej dziesięć lat zaproszono mnie do zespołu dixielandowego, gdzie przyjmowano  dzieci wieku od 13-16. Potem, jako nastolatek, grałem w zespołach rockowych, w sekcji dętej. Spędziłem sześć miesięcy w zespole o nazwie Baldwin Brothers, gdzie na klarnecie grał słynny potem Kenny G. Zaproszono mnie także na trasę koncertową z, będącym wówczas u szczytu sławy, zespołem Bee Gees. Równocześnie grałem pierwszą trąbkę w symfonicznej orkiestrze młodzieżowej w Portland a także byłem pierwszym trębaczem solistą w historii tejże orkiestry.

Muszę stwierdzić że te wszystkie skumulowane doświadczenia dały mi odwagę do moich pierwszych kroków w świecie muzyki improwizowanej, jaką jest jazz.

Czy muzyka klasyczna i muzyka rozrywkowa przenikają się, inspirują wzajemnie? 

W Polsce używa się terminów muzyka wysoka i muzyka popularna. Niedawno Włodek Pawlik, kompozytor, jeden z najbardziej cenionych polskich kompozytorów i jazzmanów, zwrócił mi uwagę, że to rozróżnienie jest zbędne. Dzieli zamiast łączyć. W ciągu ostatnich 40 lat współpracowałem z wieloma z największych artystów naszych czasów. Te muzyczne spotkania inspirowały mnie codziennie do większej pracy nad sobą aby grać lepiej jutro niż grałem dzisiaj. Te słowa stanowiły moje życiowe motto. Elementem równie ważnym, jak codzienne ćwiczenie strony technicznej gry na instrumencie, było uważne słuchanie innych wspaniałych muzyków podczas wspólnej pracy. Jeżeli ma się otwarte uszy i serce a także szacunek dla mistrzów oraz umiejętność uczenia się od lepszych od siebie i bardziej doświadczonych, to szanse na znalezienie swojego muzycznego języka są duże. To im, moim mistrzom jestem wdzięczny że wysiłki kształtowania mnie jako muzyka wydały dobre owoce

A co teraz przed Panem?

Jesienią tego roku Polskie Radio wydaje płytę z moimi kompozycjami. Wspaniale uzdolniona młodziutka wokalistka Sasha Strunin wykonuje jedenaście utworów specjalnie dla niej napisanych. Towarzyszą jej znakomici muzycy jazzowi: Filip Wojciechowski na fortepianie, Paweł Pańta na kontrabasie, Paweł Dobrowolski na perkusji a na puzonie i saksofonach Jacek Namysłowski I Marcin Kajper. Mam nadzieję że publiczność pokocha te utwory tak pięknie wykonane przez tych znakomitych artystów.

Teraz trwa praca na skomponowanym przeze mnie musicalem, do którego libretto napisałem wspólnie z Domanem Nowakowskim (jego serial Bodo bije obecnie rekordy oglądalności w telewizji).

Kolejna sprawa: musical  to List z Warszawy, który będzie wystawiony w kwietniu przyszłego roku w Teatrze Polskim w Warszawie. Prace nad nim ruszają już w roku bieżącym, a opiekę artystyczną będzie sprawował znakomity młody reżyser Borys Lankosz. Mam przed sobą wiele zamówień kompozytorskich i na tych wyzwaniach się skupiam. W ciągu czterdziestu lat obecności na scenie współpracowałem wielokrotnie z najwspanialszymi artystami światowego formatu. Ten czas, który mi pozostał na Ziemi, chciałbym spożytkować na działania twórcze a nie odtwórcze.

 

Gabriel Michalik
27 kwietnia 2016 r.

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress