Co za emocje!…

Niedzielny koncert był przedłużeniem romantycznych klimatów z poprzedniego dnia. Scena w Radziejowicach gościła Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Świętokrzyskiej im. Oskara Kolberga w Kielcach pod kierownictwem Moniki Wolińskiej. Przed publicznością wystąpił też znakomity skrzypek Krzysztof Jakowicza, którego żywiołowy, ekspresyjny występ wywołał owacje na stojąco.  

W programie koncertu znalazła się uwertura koncertowa Morskie Oko op.19 Zygmunta Noskowskiego, Koncert skrzypcowy g-moll op. 26 Maksa Brucha i I Symfonia B-dur Wiosenna op. 38 Roberta Schumanna.

Zygmunt Noskowski był kompozytorem, ale też nieocenionym pedagogiem i organizatorem życia muzycznego. Jako pięcioletni chłopiec rozpoczął naukę gry na skrzypcach i fortepianie. Bezpośrednio po studiach w Warszawskim Instytucie Muzycznym otrzymał posadę skrzypka w orkiestrze Teatru Narodowego. Pochodził z patriotycznej rodziny. Miał głęboko wpojone poczucie odpowiedzialności za kraj. W wieku 17 lat wziął udział w Powstaniu Styczniowym. Jego kariera rozwijała się w szybkim tempie. Mimo możliwości rozwoju za granicą, gdzie zdobył duże uznanie, wrócił do kraju i w 1880 roku objął funkcję dyrektora Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Od 1886 r. prowadził klasę kompozycji w Instytucie Muzycznym. Jego uczniami byli m.in. Mieczysław Karłowicz, Karol Szymanowski i Ludomir Różycki.

Uwertura Morskie oko jest efektem fascynacji Podhalem, będącym dla ówczesnych twórców kwintesencją polskiego folkloru. Utwór rozpoczyna się tajemniczym, niepokojącym długim ciemnym dźwiękiem wiolonczel, przechwytywanym dalej przez skrzypce. W ten chmurny pejzaż odmalowany przez smyczki wpisuje się piękna parta oboju, który rozluźnia na chwilę napięcie. Wszystko prowadzi ostatecznie do potężnej kulminacji, która ukazuje w całej rozciągłości wielkość i potęgę tatrzańskiej natury. Muzycy pięknie odmalowali rozmaite odcienie utworu, od niepokoju po narastające wzburzenie przeplatane momentami ukojenia, poruszając do głębi radziejowicką publiczność.

Zaraz po uwerturze wybrzmiał Koncert skrzypcowy g-moll op. 26 Maksa Brucha w wykonaniu genialnego skrzypka, Krzysztofa Jakowicza. Koncert Brucha to marzenie wszystkich skrzypków. Powstawał przez dziewięć lat, w tym czasie był wielokrotnie modyfikowany. Bruch komponował go, zbierając uwagi wybitnych wirtuozów, w tym Josepha Joachima. W efekcie powstało dzieło wybitne, którego sława przerosła najśmielsze oczekiwania kompozytora, a ostatecznie stała się też jego przekleństwem. „Koncert g-moll ponownie! Nie mogę już tego znieść!” – przywoływał we wspomnieniach słowa Brucha jego syn. Doświadczenie było zapewne tym bardziej bolesne, że nie zakładając tak wielkiego sukcesu kompozytor odsprzedał całkowite prawa do utworu za symboliczną jednorazową kwotę.

Krzysztof Jakowicz wydobył z koncertu Brucha absolutnie wszystkie jego walory, rzucając publiczność wprost na kolana! Ile emocji, energii, żywiołowości było w grze Mistrza – nie sposób opisać. Rozwijał frazy całym ciałem, kuląc się w sobie, gdy motyw się rodził, by otwierać się całą swoją postawą w momencie kulminacji. Muzyka ulatywała z jego wnętrza z nieprawdopodobną siłą, uderzając z impetem w publiczność.

Dźwięki poniosły go całkowicie. Gdy kończył swoją partię, dogrywał i dośpiewywał frazy orkiestry. Nie mógł wygasić w sobie tego ognia, który sam wzniecił. Występ zakończył się owacją na stojąco. – Mam wrażenie graniczące z pewnością, że chcecie państwo, żebym zagrał bis – powiedział ku uciesze słuchaczy. Zaprezentował dodatkowo trzy krótkie utwory inspirowane polskim folklorem, skomponowane przez pochodzącego z Bułgarii skrzypka i kompozytora Panajota Bojadżijewa: Ach mój Jasieńku, Jest drużyna, jest i Krakowiak. Jakowicz odegrał te miniaturki w taki sposób, że miało się wrażenie, jakby na scenie stało dwóch muzyków. Prowadził linię melodyczną, podgrywając sobie jednocześnie podkład pizzicato, czy harmonizując główne motywy.

Jerzy Kisielewski podsumował występ skrzypka, mówiąc: „Nauczyciel Krzysztofa Jakowicza, wybitny pedagog, Tadeusz Wroński, podarował mu swoje skrzypce. Jeśli profesor daruje skrzypce swojemu wychowankowi, to coś oznacza. Mieliśmy okazję to usłyszeć”.  Instrument, na którym grał Jakowicz, pochodzi z końca XVII wieku.

Na koniec wieczoru kielecka orkiestra zagrała I Symfonię B-dur Wiosenną op. 38 Roberta Schumanna. Zimą 1841 roku spragniony wiosny kompozytor, dotychczas piszący muzykę na małe składy, w ciągu czterech dni naszkicował swoją pierwszą symfonię, a w ciągu kolejnych trzech tygodni dokonał orkiestracji całości. „Gdybyś tylko mógł w swoją orkiestrę, kiedy gra, tchnąć tęsknotę za wiosną! (…) Chciałbym, aby pierwsze dźwięki trąbki brzmiały tak, jakby pochodziły z wysokości i jak wezwanie do przebudzenia. W następnej części wprowadzenia, pozwólcie, że zasugeruję, że można poczuć, jak świat zmienia kolor na zielony” – pisał Schumann do Wilhelma Tauberta, pod którego batutą miała być wystawiona symfonia.  

Monika Wolińska prowadziła zespół pewnie, z dużym wdziękiem. Od początku do końca kontrolowała sytuację na scenie. Frazy falowały pod pulsującą dynamiką, gwałtowne zrywy wygaszane były lirycznym uspokojeniem. Kolejne instrumenty przekazywały sobie muzyczne motywy, prezentując głębię brzmienia poszczególnych sekcji. Romantyczne dzieło wybrzmiało w całej swej okazałości.

Przed nami kolejny niezwykły wieczór. Tym w Radziejowicach wybrzmią utwory Adama Jarzębskiego, Wolfganga Amadeusza Mozarta, Grażyny Bacewicz i Krzysztofa Komedy. Wystąpi Elbląska Orkiestra Kameralna pod batutą Marka Mosia oraz Karolina Nowotczyńska, Marcin Zdunik i Leszek Możdżer. Serdecznie zapraszamy!  

 

Tekst: Monika Borkowska
Foto: Bartosz Szustakowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress