Czuję dobrą energię od publiczności – rozmowa z Krzysztofem Jakowiczem

Krzysztof Jakowicz – skrzypek, kameralista i pedagog, urodzony 30 września 1939 w Palmirach. Po ukończeniu Liceum Muzycznego we Wrocławiu, studiował w latach 1958-63 grę na skrzypcach u Tadeusza Wrońskiego w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie (dyplom z wyróżnieniem). W latach 1965-66 kontynuował studia na Indiana University w Bloomington w Stanach Zjednoczonych pod kierunkiem Josefa Gingolda i Janosa Starkera. (…) Laureat bardzo wielu nagród konkursów krajowych i zagranicznych, prowadzi bardzo aktywne życie koncertowe – występował w Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, Japonii i Izraelu, jako solista i z najbardziej liczącymi się światowymi orkiestrami. Krzysztof Jakowicz zajmuje się także kameralistyką. Grał z takimi artystami, jak Krzysztof Jabłoński, Stefan Kamasa, Tsuyoshi Tsutsumi, Tomasz Strahl, Waldemar Malicki, Krystyna Borucińska, Konstanty Andrzej Kulka, Vadim Brodski, Jakub Jakowicz. (…) Jest pierwszym w Polsce skrzypkiem, który nagrał dla Polskiego Radia wszystkie sonaty i partity Johanna Sebastiana Bacha. (…) Krzysztof Jakowicz od 1966 prowadzi klasę skrzypiec w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Jest również gościnnym profesorem na SOAI University w Osace w Japonii. Ponadto wykładał na międzynarodowych kursach mistrzowskich we Francji, w Austrii (Salzburg) i Japonii (Tokio, Osaka). Zasiada w jury prestiżowych konkursów skrzypcowych (im. Niccolò Paganiniego w Genui, im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu, im. Carla Nielsena w Odense, im. Tadeusza Wrońskiego w Warszawie, im. Yehudi Menuhina w Folkestone). Jest laureatem Nagrody Ministra Kultury i Sztuki I i II stopnia, Nagrody Ministra Spraw Zagranicznych za upowszechnianie kultury polskiej za granicą oraz Nagrody Związku Kompozytorów Polskich za wielokrotne wykonania polskiej muzyki współczesnej. Odznaczony został również Złotym Krzyżem Zasługi. Artysta gra na skrzypcach włoskiego lutnika Paolo Albaniego z 1698. (za www.culture.pl)

 

Zagrał Pan w XI edycji Letniego Festiwalu w Radziejowicach koncert skrzypcowy g-moll Maksa Brucha, wprawiając w zachwyt tamtejszą publiczność. Piękne wykonanie, ale i piękny utwór, często wybierany przez skrzypków.

Faktycznie jest to jeden z tych koncertów, które są w repertuarze wszystkich skrzypków na całym świecie. Jest jednym z najczęściej grywanych. To koncert stworzony idealnie na skrzypce. Wydobywa najpełniej możliwości brzmieniowe, ale i techniczne tego instrumentu. Utwór jest swoistym połączeniem żaru skrzypcowego i nostalgii żydowskiej (bo Max Bruch był pochodzenia żydowskiego). Odnajduję w nim wiele pięknych elementów. Poza tym koncert jest wspaniale zinstrumentowany, doskonale zbalansowany, jeśli chodzi o proporcje między skrzycami i orkiestrą.

Grał Pan niezwykle uczuciowo, przejmująco, ekspresyjnie…

Mam wrażenie, że Bruch musiał być zakochany, gdy to pisał. Jest tam wiele elementów wskazujących, że utwór jest swego rodzaju wyznaniem miłości. Grając, próbuję to przekazać. Nie wiem, z jakim skutkiem.

Z doskonałym! Publiczność była niezwykle poruszona, długo jeszcze dało się słyszeć rozmowy na temat tego wykonania. Jest Pan zmęczony po takim występie?

Oczywiście, grając z takimi emocjami człowiek musi być zmęczony. Gdy gra się szczerze, od serca, wydatkuje się wiele sił, energii i uczucia. Ale to jest zmęczenie, które jest radością. Dzielimy się z ludźmi czymś, co umiemy, czujemy i kochamy. Dajemy im coś, a oni oddają nam swój entuzjazm. Następnego dnia czuję tę dobrą energię od publiczności, która była na koncercie. Te dobre fluidy z nawiązką wynagradzają zmęczenie.

Gra Pan na skrzypcach z końca XVII wieku. Przed występem Jerzy Kisielewski wspomniał, że otrzymał je Pan w prezencie od swojego profesora, Tadeusza Wrońskiego. Mógłby Pan zdradzić kulisy tego wydarzenia?   

Profesor przedszedł na emerturę i postanowił po naradzie z żoną i córką, że podaruje mi swoje skrzypce. Stało się to, gdy byłem już dojrzałym muzykiem. Powiedział, że muszą zostać w rodzinie. Był bardzo rozżalony, gdy w pewnym momencie przekazałem skrzypce mojemu synowi. One zresztą fantastycznie go niosły, zaczął odnosić duże sukcesy. Zadzwoniłem pewnego razu do Profesora i powiedziałem – Wiem, że nie jest Pan zadowolony, że oddałem skrzypce Kubie, postanowiłem je odebrać. Zapadła wtedy w słuchawce  długa cisza. – Czy Pan mnie słyszy? – upewniłem się. – Tak tak, słyszę… Ale Krzysiu, teraz już nie wypada – odparł. Ostatecznie jednak to ja teraz gram na tych skrzypcach, syn ma inny wspniały instrument.

Wróćmy jeszcze na chwilę do miejsca, w którym jesteśmy. Artyści odwiedzający Radziejowice są nimi zauroczeni. Czy Pan podziela ten zachwyt?

Jak najbardziej. Proszę rozejrzeć się wokół, jak piękna jest tu przyroda. Możliwość przebywania, koncertowania w takim otoczeniu daje wiele przyjemności i satysfakcji. Muszę też powiedzieć, że grało mi się tu wyjątkowo dobrze także ze względu na nagłośnienie. Ktoś wykonał bardzo dobrą pracę, ekipie technicznej należą się gratulacje.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

 Rozmawiała – Monika Borkowska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress