Do. Pierwsze dźwięki Letniego Festiwalu

„Miłe tego początki, a koniec – radosny!” – tak mógłby podsumować wczorajszy koncert inauguracyjny Ignacy Krasicki. Pełna życzliwości aura i entuzjastyczne przeżywanie muzyki szczelnie wypełniły atmosferę pierwszego wieczoru festiwalowego, dzięki któremu tegoroczne radziejowickie spotkania z muzyką należy uznać za rozpoczęte.

Podczas sobotniego wieczoru byliśmy świadkami kilku początków – początku festiwalu, początku wieczoru i kilku początków prezentowanych utworów, każdy z nich inny i niosący ze sobą inną, właściwą dla siebie historię. Jak powiedział maestro Maksymiuk, z właściwym sobie wdziękiem wprowadzając słuchaczy w nastrój kolejnych utworów, muzyka powinna wzruszać. Każdy utwór można „tylko” odegrać, ale można też tchnąć w niego muzycznego ducha – dzieje się to wtedy, kiedy zapisane na papierze nutowym znaki zostaną ożywione. Każdy słuchacz przeżywa muzykę inaczej, każdy przetwarza dźwięki przez właściwą dla siebie wrażliwość i życiowe doświadczenia, ale za pośrednictwem artysty nabiera ona głębokiego sensu, dla każdego bardzo intymnego i emocjonalnego. Okazji do przeżywania muzycznych kolorów było w trakcie wieczoru szalenie dużo. Podczas pierwszego utworu namiot festiwalowy wypełnił się spadającymi muzycznymi liśćmi, a w trakcie koncertu Maurice’a Ravela perliste dźwięki fortepianu zatańczyły po całej plenerowej sali koncertowej. Spontanicznie wykonane ragtime’y zagrane na bis przez artystów – przyjaciół wzbudziły wielki entuzjazm publiczności.

Przerwa koncertu również była wypełniona muzyką. Było to muzyka rozmów, zachwytów i szeptów, które jednoczyły przybyłych do Radziejowic gości. Niektórzy nieśmiało, inni z właściwą dla znawców swadą dyskutowali nie tylko o usłyszanych utworach. Zgodnie z ideą Jerzego Waldorffa, spotkania z muzyką to w dużej mierze spotkania towarzyskie, polegające na wymianie doświadczeń. Tego aspektu Festiwalu podczas pierwszego wieczoru nie zabrakło. W Radziejowicach artyści nie schodzą ze sceny do swoich ukrytych przed wzrokiem publiczności garderób, ale wychodzą do publiczności i rozmawiają. Nieczęsto mamy okazję zobaczyć maestro Maksymiuka żartującego z maestro Strugałą na temat sztuki kulinarnej czy muzyków orkiestry spacerujących z instrumentami po niedawno skoszonej trawie.

Dźwięki drugiej części koncertu, jednoczące się w potężnych akordach II symfonii Beethovena, wybrzmiały najpełniej, kiedy nad namiotem festiwalowym zatańczyły podmuchy chłodniejszego wiatru, zaś zakończenie koncertu, z gromkim „sto lat” na cześć wspaniałych twórców Festiwalu dało nadzieję na kolejny początek, którego spodziewamy się następnego dnia.

Katarzyna Gajewska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress