Don Kichote w Pałacu

Józef Wilkoń to artysta wszechstronny. Tworzy ilustracje, grafiki, rzeźby, a także plakaty, scenografię i gobeliny. Swoją nieokiełznaną wyobraźnię wykorzystuje także na polu literackim: napisał wiele książek dla dzieci, także tych najmłodszych: „kici, kici, miau”, „Skarb Ali Baby” czy „Zbuntowany elektron”. Jest wielkim narratorem, który przekształca rzeczywistość, opowiadając nam baśń, pełną fantazji, ciepła i refleksji. Oryginalny styl artystyczny Józefa Wilkonia jest natychmiast rozpoznawalny dzięki charakterystycznej kresce, indywidualnym środkom wyrazu i malarskości przedstawienia. Jego prace odznaczają się dynamicznie potraktowaną plamą barwną i dużą dozą abstrakcji, a równocześnie graficzną dyscypliną przy jednoczesnym syntetycznym odwzorowaniu kształtu zwierzęcia lub elementu pejzażu za pomocą kilku ruchów pędzla bądź piórka. Nic zatem dziwnego, że uznawany jest za jednego z najwybitniejszych artystów zajmujących się ilustracją. Na jego dorobek składa się blisko dwieście książek, zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Ilustrowane przez niego wydawnictwa przetłumaczono na ponad 20 języków. Współpracował m.in. z Naszą Księgarnią, Czytelnikiem, Wydawnictwem Literackim, Krajową Agencją Wydawniczą, wydawnictwem Flammarion (Paryż), Middelhauve Verlag (Kolonia), Loewes Verlag (Bayeruth), Kinderbuchverlag (Berlin), Parabel Verlag (Monachium), Atlantis Verlag (Zurych) i Greek Peace Publishers (Tokio). Swoje prace wystawiał w wielu najważniejszych galeriach i muzeach na świecie, od Centrum Pompidou, poprzez Muzeum Ilustracji w Japonii, po Narodową Galerię Zachęta.

Artysta od bardzo wielu lat związany jest blisko z Radziejowicami. W radziejowickim parku zobaczyć można Jego instalacje: sławną i wzbudzającą sensację „Arkę” oraz „Bramę Teatru Narodowego”. Często także odbywają się Jego wystawy czasowe. Rok temu, mniej więcej o tej porze, spotkaliśmy się w Radziejowicach, aby hucznie świętować urodziny artysty, a także podziwiać ilustracje Mistrza do nowowydanego „Pana Tadeusza” – jak już wiemy nominowanej, całkowicie zasłużenie, do nagrody dla Najpiękniejszej Książki Roku. W miniony piątek nie tylko znów składaliśmy życzenia Józefowi Wilkoniowi, ale także świętowaliśmy wydanie kolejnej pozycji w ogromnym dorobku artysty. Tym razem towarzyszyły nam ilustracje do „Don Kichota” Cervantesa. Dwutomowa publikacja zawierająca prawie sto ilustracji została wydana przez Fundację Chain w czterechsetną rocznicę śmierci autora w klasycznym tłumaczeniu Anny Luizy i Zygmunta Czernych (dodajmy na marginesie, że jest jedynie pięć polskich wersji tłumaczenia dzieła, a np. Francuzi mają ich ponad dwieście!). Wieczór poprowadził jak zwykle niezrównany Jerzy Kisielewski, co gwarantowało nie tylko serię anegdot, ale także całkiem nieoczywiste skojarzenia i dygresje odnośnie twórczości Jubilata, a słowo wstępu wygłosił Artur Matys – wydawca książki i wiceprezes Fundacji Chain. Usłyszeliśmy także fragment „Don Kichota” w wykonaniu Jarosława Gajewskiego – jego doskonałe wyczucie absurdu i nieoczywisty dar komediowy doskonale łączyły się z treścią.

 „Don Kichote” jest spełnieniem jednego z „książkowych marzeń” Józefa Wilkonia. Nad samą postacią bohatera pracował od lat pięćdziesiątych, ale ilustracje zamieszczone w publikacji to wynik kilku miesięcy wytężonej pracy. Bo Józef Wilkoń pracuje szybko. Najistotniejsze są dla niego narzędzia w ruchu, dynamika. Jeśli rysuje lecące kamienie – są to szybkie ruchy pędzla, z którego skapuje farba. Artysta łączy realizm z baśnią, ilustracje monochromatyczne z kolorowymi, portrety ze scenami zbiorowymi, pierwszy plan z horyzontalnymi pejzażami.

Zaczynając pracę nad „Don Kichotem” Józef Wilkoń musiał zmierzyć się z ikonicznymi obrazami. A przed nim temat przygody błędnego rycerza podejmowali: Honoré Daumier (to jemu zawdzięczamy „klasyczny” wizerunek bohatera z wydłużoną sylwetką na koniu), Gustave Dor a nawet Pablo Picasso. W ilustracjach Wilkonia widać świadomość artysty XX wieku, który nawiązuje dialog z poprzednikami: jeden z rysunków nawiązuje do rysunku Picassa, inne do polskich ilustracji Marcina Szancera. Wilkoń odnosi się nawet do samego siebie ilustrującego „Pana Tadeusza”. Równocześnie doskonale oddaje egzotykę i nie stroni od scen dramatycznych, krwawych, a równocześnie pełnych poezji, światła i pozytywnej energii. Jak sam mówi, postać Don Kichota jest mu bliska: „szaleństwo – ta cecha Don Kichota jest najpiękniejsza. Ona pozwala mu stawiać pytania, wierzyć w przyszłość, postęp, dobroć. Cała ta książka i moje ilustracje są próbą adoptowania, zrozumienia, wytłumaczenia istoty szaleństwa, które w czasach cynizmu, rozsądku i opanowania przestało być modne”.

Cała publikacja wydaje się być równoczesnym hołdem dla dwóch artystów: Cervantesa i Wilkonia. W piątkowy wieczór tekst i wypowiedź plastyczną uzupełniły dźwięki muzyki. W prezencie dla Jubilata zagrał Duo Granat wraz z kwartetem Prima Vista. Założycielką i liderką duetu fortepianowego jest Tamara Granat, która ma swoim koncie występy z najsławniejszymi dyrygentami w wielu krajach Europy, Azji i USA. Druga część duetu to Adrian Kreda – dziekan Konserwatorium w Genewie. Wieczór rozpoczął ich „Taniec Ognia” z baletu „Il Amor Brujo” Manuela de Falla. Muzyka tego hiszpańskiego impresjonisty była doskonałym uzupełnieniem tego wilkoniowato-donkiszotowatego wieczoru. Tak jak malarze impresjoniści, także muzycy uwolnili światło, tworząc nową przestrzeń dla barw dźwiękowych i ich wybrzmiewania, nakładania się plam rozproszonych akordów. Co ważne, jednym z głównym źródeł inspiracji dla de Falla był hiszpański folklor. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że najsławniejsze działa z kręgu muzyki hiszpańskiej napisane zostały rękami nie-Hiszpanów jest to niezwykle odświeżające doświadczenie. Następnie przenieśliśmy się muzycznie w inne, bardziej klasyczne, rejony. Do pianistów dołączył kwartet Prima Vista w składzie: Krzysztof Bzówka – skrzypce, Józef Kolinek – skrzypce, Piotr Reichert – altówka, Zbigniew Krzymiński – wiolonczela. Na scenie zagościły kameralne koncerty Bacha i Mozarta. Klasyka nie oznacza jednak nudy powagi. Nadal pozostaliśmy w swobodnym nastroju, szczególnie dzięki „Koncertowi es-dur” Mozarta, który został napisany z myślą o wspólnych koncertach z siostrą. Kompozycje Bacha, które usłyszeliśmy: „Koncert c-moll” oraz „Koncert c-dur” pierwotnie pisane były na orkiestrę kameralną, a następnie transkrybowane przez samego Bacha, aby mogły być wykonywane w innych składach muzycznych – przepisywanie własnych utworów na inne instrumenty było codziennością w okresie baroku, dzięki czemu kompozycje zyskiwały na popularności.

Promienie hiszpańskiego słońca wraz z delikatną dozą szaleństwa zagościły w Radziejowicach. A czcigodnemu Jubilatowi życzymy nieustannych inspiracji i poszerzania naszego pola wyobraźni! 

 

Tekst: Agnieszka Romańska
Foto: Robert Lewandowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress