Historia niezwykłego zlecenia

Józef Chełmoński lubił wędrować. Z rodzinnych Boczek spod Łowicza ruszył po naukę do Warszawy, potem do Monachium. Poznał wielkie miasta europejskie Wenecję, Wiedeń, kilkanaście lat spędził w Paryżu, gdzie zdobył wielkie powodzenie jako malarz. Choć przebywając dłużej poza krajem często zwierzał się w listach, że brakuje mu ojczystego pejzażu. „Projektujemy sobie w tym lecie odwiedzić kochaną Polskę naszą, tak jesteśmy stęsknieni” – pisał z Paryża do kraju. Kiedy wreszcie osiadł w pobliżu Grodziska Mazowieckiego, w Kuklówce, w której spędził ostatnie ćwierćwiecze swego pracowitego życia, nie zaniechał odległych nieraz wędrówek na Ukrainę, Podole, gdzie szukał inspiracji do swojej twórczości. Ale też często był widywany, kiedy wędrował po okolicznych polach i mazowieckich łąkach. Pełne liryzmu „Babie lato”, czy melancholijnej zadumy „Bociany” znane są dobrze nie tylko, tym, którzy interesują się malarstwem. To jedne z najwyżej cenionych dzieł polskiego realizmu w malarstwie. Ale nie tylko nastrojom elegijnym malarz dawał wyraz w swych pracach. Zupełnie odmiennie, bo dynamizmem, siłą i witalnością emanują tak liczne w dorobku artysty pędzące zaprzęgi konne. „Trójki”, „czwórki” do dziś zachwycają umiejętnościami malarza, który wydobywał niezwykłą moc zaprzęgów pędzących wprost na obserwatora.
Jednak podróż, którą rozpoczął malarz wiosną 1903 roku była całkiem odmienna. Opuszczając w końcu marca Kuklówkę Chełmoński rozpoczął pracę, której miał poświęcić blisko rok swego życia. Zabrawszy z sobą wszelkie potrzebne dla malarskiego warsztatu akcesoria ruszył artysta do odległej o blisko 200 kilometrów Częstochowy. Zaprosił go tam przeor jasnogórski O. Euzebiusz Rejman z zamiarem powierzenia specjalnego zadania.
Zostawmy zatem malarza podróżującego do Częstochowy – nie wiemy czy koleją żelazną, czy zaprzęgiem konnym. Spróbujmy przez chwilę przyjrzeć się miejscu, ku któremu zdążał artysta. Rok 1903 to czas dla rozdartej pomiędzy zaborców Polski wyjątkowo trudny. Zarosły już bliznami straszliwe rany po powstaniu styczniowym, nie ustawały jednak represje caratu. Dotknęły one szczególnie silnie polskie zakony, w tym i zakon paulinów.

Z kilkunastu klasztorów pozostały jedynie dwa: krakowska Skałka i klasztor Jasnogórski. Nowym kandydatom uniemożliwiano wstępowanie do nowicjatu. Nieliczni zakonnicy byli świadomi, że przypadła im w udziale niezwykle trudna i odpowiedzialna rola strażników pamięci tak symbolicznego dla polskiej historii miejsca jak Jasna Góra. Energiczny przeor O. Euzebiusz Rejman dla tego celu postanowił wykorzystać przypadający w 1903 roku jubileusz trzechsetnej rocznicy urodzin swego wielkiego poprzednika Augustyna Kordeckiego – bohaterskiego obrońcy klasztoru z czasów szwedzkiego najazdu. Pomysł był tym trafniejszy, że wydany przed kilkunastu laty „Potop” Henryka Sienkiewicza, nie tylko krzepił serca Polaków, ale także w sposób znakomity literacko przypominał przeora Kordeckiego czyniąc z postaci historycznej osobę wpisaną w świat autentycznych i fikcyjnych zdarzeń, poruszającą się wśród niezwykle popularnych wśród czytelników bohaterów „Trylogii”.

Paulini zaplanowali na rok 1903 wiele zdarzeń i wykonawcą jednego z nich uczynili właśnie „znanego chlubnie malarza” jak pisał o Chełmońskim O. Rejman. Zadanie, które stanęło przed artystą było zupełnie niezwykłe. Miał wykonać kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Już sam fakt kopiowania dzieła, którego znaczenie dla licznie przybywających na Jasną Górę pielgrzymów, ale także i całej polskiej społeczności, miało wymiar symboliczny zarówno pod względem religijnym, jak i patriotycznym. Co więcej w tamtych czasach trudno byłoby wskazać bardziej czytelny znak określający polską tożsamość religijną i narodową. Tak więc już sam fakt kopiowania dzieła noszącego szczególny charakter było nie lada wyzwaniem. Nie dziwi zatem, że dla zadania tej rangi wybrano malarza, którego po śmierci Matejki uważano za najwybitniejszego, tworzącego współcześnie, malarza polskiego. Była jednak i druga niezwykła strona tego przedsięwzięcia. Głównym celem przybywających licznie do klasztoru pątników było właśnie pokłonienie się i oddanie hołdu wizerunkowi Matki Boskiej. Obraz był cały czas był wystawiony na widok publiczny i nawet jego chwilowe usunięcie nie mogło być brane pod uwagę. Jednak zakonnicy znaleźli wyjście. W jedynym dniu w roku, w Wielki Czwartek, obraz był zakryty przed oczyma wiernych i nie odprawiano przed nim nabożeństw. Dlatego też datę pracy Chełmońskiego określono bardzo precyzyjnie – dziewiąty kwietnia, tego bowiem dnia wypadał Wielki Czwartek roku 1903. O brzasku do specjalnie przygotowanego dla malarza pomieszczenia w skarbcu przeniesiono obraz. Twórca miał przed sobą tyle czasu na ile starczyło światła dziennego, czyli około dwunastu godzin. Artysta zabrał się ostro do pracy i kiedy zapadł zmrok miał przygotowane szkice dwóch kopii. Jeden z nich ukazywał Matkę Boską w koronach klemensjańskich, darze papieża Klemensa XI z roku 1717. Wobec faktu, iż kilka lat później owe, bogato zdobione kamieniami szlachetnymi korony padły łupem rabusiów, praca Chełmońskiego nabrała szczególnego znaczenia. O dziejach koron i podejrzeniach związanych z ich kradzieżą „Gość Niedzielny” pisał szerzej piórem ks. Tomasza Jaklewicza we wrześniu 2016 roku (nr 37).
Chełmoński zabrał wykonane przez siebie szkice i ruszył z powrotem do Kuklówki. Zaś zakonnicy oczekiwali na finalny efekt prac malarza. Inicjatorzy pomysłu mieli bowiem na celu, obok uczczenia rocznicy przeora Kordeckiego, bardzo konkretny powód, dla którego zaprosili artystę. „Przyczyna leży w tem, że sama kaplica, w której obraz cudowny umieszczony, jest dosyć ciemna – wyjaśniał Euzebiusz Rejman – nadto gruba i bogato szyta kamieniami i perłami suknia na obrazie jeszcze więcej zaciemnia oblicze święte”. „Zresztą sam obraz dosyć wysoko jest umieszczony – tłumaczył dalej przeor jasnogórski – aby go można było dobrze widzieć”.
Warto zatem zauważyć, że już na początku wieku dwudziestego O. Rejman rozumiał potrzeby upowszechniania wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, gdy wyjaśniał ostatecznie swe intencje: „malarze częstochowscy, nie mając sposobności widzenia z bliska i dokładnie oryginalnego obrazu, nie mogą choćby chcieli dokładnie go odtworzyć”.
Jednak na zamówione kopie przyszło zakonnikom czekać prawie rok. W tym czasie malarz, borykając się z kłopotami zdrowotnymi, które opóźniały prace, nadawał szkicom wykonanym w Częstochowie ostateczny kształt. Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, w tym czasie , kiedy kopiował go autor „Bocianów” był w dość złym stanie. Na jego powierzchni nawarstwiły się liczne osady kurzu, kopcia, co utrudniało odwzorowanie rysów twarzy. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku o pracy artysty opowiadał jego wnuk Mateusz Chełmoński, znany i ceniony lekarz, który żył pracował , w rodzinnych stronach swego słynnego przodka. Chełmoński tworząc zawsze korzystał z modeli. Do obrazów pozowali mu okoliczni mieszkańcy, jak i członkowie rodziny. Biorąc pod uwagę stan obrazu malarz i w tym przypadku musiał uciec się do znanych sobie sposobów. „ To ja służyłem swojemu dziadkowi jako model do postaci Jezusa” – opowiadał w wywiadzie radiowym Mateusz Chełmoński. „Być może tak było” – nie zaprzecza znawca malarstwa Chełmońskiego dr Tadeusz Matuszczak, choć zwraca uwagę na fakt, że w 1903 roku wnuk Chełmońskiego miał już lat dwanaście, co poddaje ten fakt w wątpliwość. Natomiast to samo pytanie, można zadać w odniesieniu do twarzy Matki Boskiej. Czy za wzór posłużył malarzowi, ktoś z grona osób stale mu pozujących, czy może odpowiedź jest inna?
Tu znów trzeba odwołać się do życiorysu artysty. W czasach nauki w Warszawie, a potem w Monachium Chełmoński przebywał w grupie młodych malarzy, którzy wzajemnie się wspierali i darzyli przyjaźnią. W tym gronie, które tworzyli w przyszłości wybitni twórcy jak Aleksander Gierymski, Leon Wyczółkowski, był także dawny powstaniec styczniowy, Adam Chmielowski. Kiedy po latach praktyki artystycznej i duchowych przemian Adam przywdział ostatecznie habit i przedzierzgnął się w Brata Alberta, ofiarował on swemu przyjacielowi Józefowi Chełmońskiemu rzecz cenną i symboliczną – wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. W liście dołączonym do przesłanego obrazu pisał: „mam go po matce. Powieś go nad łóżkiem , żeby dobra Pani, którą przedstawia strzegła Ciebie i Twojego domu”. Chełmoński zastosował się do życzenia przyszłego świętego i obrazek ten do śmierci artysty wisiał nad jego łóżkiem. Niewykluczone jest, że ten właśnie wizerunek oblicza Matki Boskiej inspirował malarza w pracy nad ostatecznym artystycznym wyrazem kopii.
W efekcie wizyty na jasnej Górze Chełmoński wykonał cztery wizerunki. Dwa z nich są dość dużych, zbliżonych do siebie, wymiarów (ok. 120 na 80 cm). Pierwszy z nich przedstawia Matkę Boską we wspomnianych koronach klemensjańskich. Druga kopia stanowi wersję daleko skromniejszą bez koron, sukienki, a jedynie w gwiaździstym płaszczu. Malarz wykonał też trzeci obraz, a właściwie obrazek o połowę mniejszy niż dwa wcześniej wymienione. Nie był to, jak poprzednie dzieła, olej na płótnie, a rysunek wykonany na papierze m.in. z użyciem akwareli, węgla i kredki. Biało-czarna ilustracja, jak można było sądzić przeznaczona była głównie do celów reprodukcji fotograficznych. Podobnie wygląda czwarty rysunek wykonany tuszem, a jak sugeruje list autora, specjalnie wykonany dla jasnogórskiego przeora.
Chełmoński pierwotnie planował odwieźć obrazy na Jasną Górę osobiście w Wielkim Tygodniu roku 1904. Jednak ze względu na stan zdrowia tę misję powierzył córce. Żałował też, że pozbawia się w ten sposób możliwości „widzenia obrazu [Matki Boskiej Częstochowskiej], które zawsze tak dla mniej jest pożądanym” – jak pisał w liście do O. Rejmana.
W numerze z 14 listopada 1903 roku „Tygodnika Ilustrowanego”, najpopularniejszego w swoim czasie czasopisma polskiego wydawanego w zaborze rosyjskim, całą stronę tytułową zajmuje reprodukcja fotograficzna, wykonana jak głosi podpis „podług kopii J. Chełmońskiego”. Wskazuje to, na fakt, że jeden z rysunków wykonał zanim skończył prace nad kopiami tworzonymi techniką olejną. Lwia część numeru „Tygodnika” poświęcona jest rocznicy urodzin O. Kordeckiego, a prace nad kopiami obrazu zostały tu ukazane jako jedno z najważniejszych wydarzeń roku jubileuszowego.
Od czasu dostarczenia na Jasną Górę obie kopie, z rzadkimi wyjątkami, nie opuszczały tego miejsca. Zgodnie ze swoim przeznaczeniem stały się wzorcami dla licznych reprodukcji i obrazków – pamiątek z klasztoru.
Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach, nieopodal, którego leży Kuklówka – miejsce pracy Józefa Chełmońskiego, eksponuje największy w Polsce zbiór płócien Chełmońskiego. Systematycznie prezentowane są tam również te z dzieł malarza, które pozostają rozproszone w różnych zbiorach w Polsce i na świecie. We wrześniu ubiegłego roku, za wstawiennictwem ordynariusza łowickiego ks. Bp Andrzeja F. Dziuby przeor klasztoru O. Marian Waligóra wyraził zgodę na udostępnienie obu kopii, które do końca listopada gościły w Pałacu w Radziejowicach. Można było obejrzeć je z bliska wraz z obrazkiem ofiarowanym Chełmońskiemu przez Adama Chmielowskiego – Św. Brata Alberta. Obok kopii cudownego obrazu można było również zobaczyć także kilka innych płócien o charakterze religijnym, które wyszły spod pędzla Chełmońskiego. Wśród nich szczególnie wyróżnia się sugestywna wizja ukazana na obrazie „Krzyż w zadymce śnieżnej” . Płótno to powstało w 1907 roku, podobnie większość z eksponowanych w tym miejscu dzieł, czyli już po wykonaniu kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Fakt ten wyraźnie wskazuje, że praca nad kopiami stanowiła dla malarza nie tylko wyzwanie artystyczne, ale wpłynęła także na tematykę jego prac malarskich, jak również pogłębiła religijność znakomitego artysty.

Zenon Butkiewicz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress