Moniuszko nie tylko na poważnie

Za nami szósty koncert radziejowickiego festiwalu, tym razem poświęcony Stanisławowi Moniuszce. Twórczość kompozytora wybrzmiała w dwóch odsłonach – klasycznej i jazzowej. Obie oczarowały publiczność, która długo nie pozwalała artystom zejść ze sceny.

Radziejowice kolejny raz wypełniły się po brzegi – słuchacze wyjątkowo dopisują w trakcie tegorocznej edycji festiwalu. Normą stało się ustawianie dodatkowych krzeseł już poza namiotem. W środę na widowni wśród innych znamienitych osobistości pojawiła się między innymi prą- pra- prawnuczka Stanisława Moniuszki, Elżbieta Janowska-Moniuszko, co niewątpliwie dodało rangi wydarzeniu. Było polsko, swojsko, raz śmiesznie, kiedy indziej znów poważnie. Taką bowiem stylistykę wyznacza sama twórczość kompozytora.

Stanisław Moniuszko pochodził z domu, w którym podstawową wartością było patriotyczne wychowanie. Jego muzyczną wrażliwość w czasach dzieciństwa kształtowały polskie pieśni patriotyczne i historyczne, a także polskie, białoruskie i litewskie pieśni ludowe. To przełożyło się niewątpliwie na późniejszą twórczość artysty. Jak sam mówił: „Ja nic nowego nie tworzę; wędruję po polskich ziemiach, jestem natchniony duchem polskich pieśni ludowych i z nich – mimo woli – przelewam natchnienie do wszystkich moich dzieł”.

Ten narodowy sznyt był wizytówką Moniuszki. Kompozytorowi przyświecał szczytny cel, jakim było krzewienie polskiej kultury. Postanowił on dotrzeć ze swoim przekazem nie tylko na sceny operowe, czy sale koncertowe. Chciał, by kultura zawitała „pod strzechy”. Pisał więc pieśni z towarzyszeniem fortepianu, licząc, że zajmą one istotne miejsce w życiu codziennym Polaków. Popularyzował tym samym język polski w jego najszlachetniejszym, poetyckim wydaniu. Utwory są różnorodne – humorystyczne, poważne, liryczne, dramatyczne. Tak, by mogły być wykonywane w różnych stanach ducha i przy różnych okazjach.

Cel został osiągnięty. Pieśni trafiały nawet do wiejskich chat, gdzie wiele melodii lud przyjął za własne, pochodzące z gminu. Jak pisał Stefan Kisielewski sześćdziesiąt lat temu, jeśli coś naprawdę trafiło pod strzechy, do dworku szlacheckiego i mieszczańskich sieni, to „Śpiewniki domowe”. „Śpiewniki domowe”, obok „Pana Tadeusza” i „Trylogii”, były przykładem, największego spopularyzowania kultury przed I wojną światową. Moniuszko komponował muzykę do utworów m.in. Mickiewicza, Odyńca, Czeczota, Syrokomli, Kraszewskiego, Kochanowskiego czy Wasilewskiego, ale czerpał też z dorobku poezji niemieckiej, francuskiej czy rosyjskiej.

Podczas środowego koncertu radziejowicka publiczność miała okazję usłyszeć pieśni kompozytora w pięknych, świeżych interpretacjach młodych śpiewaków – Gabrieli Gołaszewskiej, Katarzyny Szymkowiak, Andrzeja Lenarta i Karola Skwary. Na fortepianie akompaniowała im Jolanta Pszczółkowska-Pawlik. Artyści zaprezentowali takie utwory jak „Dumka”, „Własny strój”, „Serenada”, „Złota Rybka”, „Prząśniczka”, „Stary kapral”, „Czaty” czy „Sen”. Nie zabrakło też muzyki z opery „Straszny dwór” – arii Skołuby, Miecznika, Hanny czy Dumki Jadwigi. Na koniec tej części programu wraz z publicznością zaśpiewali „Pieśń wieczorną” do słów Władysława Syrokomli.

W drugiej połowie wieczoru Moniuszko wybrzmiał w jazzowej odsłonie, a to za sprawą Włodka Pawlika, któremu towarzyszyli Adam Zagórski (perkusja) i Damian Kostka (kontrabas).

Pawlik to jedyny w historii polskiego jazzu laureat nagrody Grammy – otrzymał ją za album „Night in Calisia”. Muzyk współpracował z legendami amerykańskiej sceny jazzowej, w tym między innymi z Randy Breckerem, Mike Sternem, Scottem Hamiltonem. W swoim dorobku ma ponad trzydzieści autorskich płyt. Komponuje też muzykę filmową, wokalną, symfoniczną, baletową i oratoryjną.

W środę trio Włodka Pawlika zaprezentowało nowe wersje najpopularniejszych utworów Moniuszki. Występ grupy rozpoczęła „Prząśniczka” , której śpiewne dźwięki popłynęły wartko motorycznym rytmem wytyczanym przez sekcję rytmiczną, wywołując aplauz publiczności. Kolejny utwór Pawlik rozpoczął, grając na flecie. Była to piękna pieśń natury, z której nieśmiało zaczęły wyłaniać się dźwięki arii „Szumią jodły na gór szczycie”. W pełnej rozciągłości wybrzmiały one na fortepianie, wplecione w bogatą melodykę jazzowej improwizacji.

Mocnym, ciężkim wejściem wszystkich instrumentów rozpoczęła się aria Skołuby ze „Strasznego dworu”. Fragment, w którym w oryginale pojawiają się słowa: „Dziś zbudzi cię / koncercik taki” odgrywały w dynamicznym dialogu fortepian z perkusją.

Publiczność miała też okazję wysłuchać pieśni „Znasz-li ten kraj”, która zagrana była niezwykle lekko, relaksacyjnie i wakacyjnie. Na koniec utworu Pawlik wplótł motyw piosenki Louisa Armstronga „What a wonderful world”, będącego hymnem pochwalnym urody świata. Pojawiła się również aria Halki „Gdyby rannym słonkiem” w stylu bossa nova, gdzie z kolei zacytowana została fraza z piosenki Bogusława Meca „Jej portret”. Trio zagrało również utwór „Kum i kuma” oraz rzewną, piękną pieśń „Matko, już nie ma cię”.

Zespół został niezwykle entuzjastycznie przyjęty przez radziejowicką publiczność. Włączała się ona w muzykowanie, wyklaskując rytmy poszczególnych utworów, a nawet dośpiewując frazy. Muzycy długo nie mogli zejść ze sceny – otrzymali trzykrotne owacje na stojąco.

W czwartek gwiazdą wieczoru radziejowickiego festiwalu będzie Royal String Quartet. Muzycy zagrają utwory Karola Szymanowskiego, Grażyny Bacewicz i Benjamina Brittena. Serdecznie zapraszamy!

Tekst: Monika Borkowska
Foto: Bartosz Szustakowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress