Mozart po mistrzowsku

W minioną sobotę, 27 stycznia, gęsta mgła spowiła radziejowicki park, a drogę do Nowego Domu Sztuki odnaleźć można było tylko dzięki rozstawionym przy ścieżkach świecom. Mroczna aura została jednak bardzo szybko rozproszona: na scenie królował bowiem Wolfgang Amadeusz Mozart, a czy można wyobrazić sobie lepszy sposób na ponure okoliczności przyrody, niż skrzące się dowcipem, melodyjnością i lekkością utwory tego wiedeńskiego klasyka? Jeśli dodamy do tego wykonanie jednej z najlepszych znawczyń kompozytora: Elżbiety Karaś – Krasztel, to otrzymamy wieczór rozgrzewający lepiej, niż herbata z rumem.
Elżbieta Karaś – Krasztel wykłada na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Wielokrotnie nagradzana: ma na swoim koncie wyróżnienia uzyskane na konkursach w Atenach, Moskwie i Warszawie. Stale koncertuje w kraju i zagranicą, w Europie, Kanadzie i Australii. Jako solistka współpracowała z Polską Orkiestrą Kameralną i Orkiestrą Sinfonia Varsovia. Dokonała także licznych nagrań dla Polskiego Radia i telewizji, nagrała również płyty z muzyką Chopina i Mozarta dla APERTO oraz DUX.
Wieczór otworzył jeden z najbardziej lubianych utworów Mozarta, „Fantazja d-moll”. Mogliśmy zatem usłyszeć dyskretnie zmieniające się nastroje i improwizowane przejścia w nieco niespokojnym, burzliwym stylu, charakterystycznym dla wielu drobnych utworów kompozytora. Następnie zabrzmiała „Sonata C-dur”. Choć dziś jest doskonale znana, została wydana dopiero w 1805 roku, już po śmierci kompozytora. Dopisek samego Mozarta „dla początkujących” sprawia, że często nazywana jest ona „łatwą” lub „prostą”. Musimy jednak pamiętać o najwyższym poziomie, jakiego przestrzegał Mozart (podobnie jak Bach czy Schumann) podczas pisania dla studentów. Utwór, przepełniony dziecinną radością, jest bardzo wdzięczny, jednak pod pozorną prostotą wykazuje zaskakującą głębię emocji.
Dla odmiany „Sonata B-dur”, która zabrzmiała później, jest przez samego Mozarta opisana jako „trudna”. Co więcej, jest jednym z najbardziej wirtuozowskich utworów kompozytora. Niezwykle bogata dynamika i artykulacja kładzie nacisk na wymagania estetyczne i interpretacyjne, stawiając przed wykonawcą nieprzeciętne wymagania, a równocześnie pozwalając mu w pełni popisać się umiejętnościami.
Fantazja, jako gatunek muzyczny, cechuje się unikalnością i niepowtarzalnością. Nie bez powodu – jego początki sięgają improwizacji. Brak strukturalnego rygoru i swoboda w „Fantazji c-moll” pozwoliła Mozartowi w pełni pokazać swoją wrażliwość i ekspresję. Kolejny utwór, „Sonatę c-moll”, kompozytor ukończył siedem miesięcy przed „Fantazją” i opublikował w tym samym zbiorze. Takie połączenie przedstawia zbieżność z klasycznym, barokowym połączeniem fantazji i fugi. Co ciekawe, „Sonata c-moll” jest jedną z dwóch sonat Mozarta napisaną w tonacji molowej. Drugą, „Sonatę a-moll” kompozytor napisał sześć lat wcześniej, tuż po śmierci matki. Dobór tonacji jest u Mozarta zawsze bardzo przemyślany, co może sugerować, że jest to niezwykle osobiste dzieło.
Tak lekkie i swobodne utwory wykonywane z miłością – bo słychać, że Elżbieta Karaś-Krasztel kocha Mozarta – spowodowały, że publiczność nie pozwoliła pianistce zejść ze sceny. Podczas bisów usłyszeliśmy m.in. „Marsz turecki”, który potwierdził, że Mozart miał niezwykłą łatwość do tworzenia melodii doskonale wpadających w ucho, które znają wszyscy oraz „Bułka z masłem” – powstała jako wyzwanie rzucone kompozytorowi, aby przekształcić banalną czynność w utwór muzyczny. Jednak niech nie zmyli nas tytuł i lekkość: jego wykonanie to wcale nie jest bułka z masłem!
Sobotni koncert złożony z dzieł Mozarta nie był przypadkowy. Elżbieta Karaś – Krasztel jest jedną z najlepszych interpretatorek muzyki tego kompozytora. Po jej występie na scenie Filharmonii Berlińskiej pisano w Niemczech: „Wielkości Jego muzyki lepiej wyrazić się nie da…”. Podobnie było podczas koncertu w Radziejowicach: Karaś –Krasztel pokazała nam wszystkie odcienie muzyki Mozarta, jej niezwykły dowcip i subtelność. Nic zatem dziwnego, że mgła jakby nieco się rozproszyła, mrok złagodniał, a styczniowy wieczór stał się jakby mniej nieprzyjemny.

Tekst i foto: Agnieszka Romańska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress