Barok bez konwenansów

28 października w Nowym Domu Sztuki mogliśmy doświadczyć prawdziwej esencji sztuki, jaką bez wątpienia był koncert Arte dei Suonatori i Marcina Maseckiego. Scena w Radziejowicach była początkiem ich wspólnej trasy koncertowej, będącej częścią „3×3 Festival”. Klasyczna muzyka epoki baroku przefiltrowana przez współczesne poczucie estetyki dała piorunujący efekt, stając się niezwykle inspirującym wydarzeniem. Kompozycje stały się bowiem jedynie punktem wyjścia dla muzycznego eksperymentu.

Zespoł Arte dei Suonatori przez ponad dwadzieścia lat istnienia stał się najlepiej rozpoznawalną polską orkiestrą barokową na międzynarodowej scenie muzycznej . Na swoim koncie ma najbardziej prestiżowe europejskie nagrody. Współpracuje z najważniejszymi stacjami radiowymi i telewizyjnymi: BBC, Duńskim Radiem DR, Programem 2 PR, Radiem SWR, TVP3, TVP Kultura i TVP1. Ich żywiołem jest jednak scena i kontakt z publicznością. Muzyczny temperament każe poszukiwać nowych współbrzmień (w końcu to właśnie oznacza ich nazwa: „sztuka współbrzmienia”), przełamując stereotyp, że muzyka klasyczna musi być ściśle skonwencjonalizowana. Przestrzenią takiego artystycznego eksperymentu jest stworzony przez zespół „3×3 Festival”. Arte dei Suonatori zaprosiło 3 muzyków: Czesława Mozila, Marcina Maseckiego oraz DJ Lenara, z każdym z nich dając 3 koncerty w różnych częściach Polski. To odsłonę drugiej części wydarzenia, efekty współpracy z Marcinem Maseckim, mogliśmy podziwiać na scenie Nowego Domu Sztuki.

Marcin Masecki to pianista, kompozytor i aranżer, poruszający się pomiędzy jazzem, muzyką klasyczną i eksperymentalną. Absolwent prestiżowej Berklee College of Music w Bostonie, najlepszej uczelni jazzowej w USA. Dowodem na jego muzyczną wszechstronność niech będą regularne nominacje do Paszportów „Polityki” w różnych kategoriach: muzyki poważnej i rozrywkowej ( a którą to nagrodę dostał w 2013 roku za płytę „Polonezy”). Nieustannie eksperymentuje, także z muzyką klasyczną. Jest adwokatem traktowania muzyki klasycznej jako pełnoprawnego elementu współczesnego świata muzycznego, a nie jedynie jako eksponatu w elitarnym muzeum: grał trzy ostatnie sonaty Beethovena z wygłuszającymi słuchawkami na uszach, aby jak najbardziej zbliżyć się do perspektywy niesłyszącego kompozytora; w lutym 2012 roku nagrał fugi Bacha (na taśmowym dyktafonie) na zabytkowym Steinwayu swojej babci, który wcześniej przestroił tak, żeby zepsuć jego piękne brzmienie, dzięki czemu słuchacz nie skupia się na aspekcie estetycznym, ale na samej strukturze fugi. Na ”Polonezach” Masecki bada estetykę usterki – nieporadność muzyków staje się tutaj wartością, a sam pianista komponuje tak, żeby muzycy mogli sobie przeszkadzać i tworzyć chaotyczne, niepoukładane sytuacje dźwiękowe.

W środowy wieczór na scenie Nowego Domu Sztuki zabrzmiał „Koncert fortepianowy c-dur” Wolfganga Amadeusa Mozarta oraz „Koncert klawesynowy e-dur” Johanna Sebastiana Bacha. Marcin Masecki przywiózł do Radziejowic swój instrument rozpoznawczy. Od lat jest związany ze swoim małym 6-oktawowym, rozklekotanym pianinkiem, obiektywnie dość marnej jakości. Muzyka klasyczna jest ściśle związana z perfekcją, precyzją, poprawnością i luksusowym odbiorem. Masecki, grając na rozklekotanym pianinku bada do jakiego stopnia ta relacja jest istotna i zaprasza publiczność do wyzbycia się uprzedzeń. Świadome i ilościowe operowanie jakością jako środkiem ekspresji jest w dzisiejszych czasach powszechne we wszystkich prawie gatunkach z wyjątkiem muzyki klasycznej. Lo-fi jest w niektórych kręgach wręcz oficjalnym dyskursem, jak punk lub indie pop.

Eksperymenty z brzmieniem nie były obce także samym autorom kompozycji. W prezentowanym „Koncercie fortepianowym” Mozart użył podczas premiery specjalnego pedału w fortepianie, który był ponad 60 cm dłuższy, niż sam instrument. Utwór przeżył także romans z kulturą popularną: jego środkowa część została wykorzystana w serii o Jamesie Bondzie pt. „Szpieg, który mnie kochał”. Natomiast „Koncerty klawesynowe” Bacha nie są utworami pierwotnie skomponowanymi na ten instrument. Oryginalnie były one bowiem zaplanowane na instrument melodyczny, które Bach następnie transkrybował, dopisując partie lewej ręki i poddając wielu przeróbkom.

Celem wykonawstwa historycznego jest wyzwolenie się ze współczesnych manier wykonawczych i dotarcie do oryginału. Powrót do korzeni utworu, podobnie jak postmodernistyczna dekonstrukcja, jest zatem przełamaniem myślenia o muzyce klasycznej jako hermetycznej, skostniałej i wyzbytej z kontekstu. Okazuje się, że oryginalne kompozycje pozwalają na niezwykły eksperyment i innowację w podejściu do wykonania, brzmienia i interpretacji. Dzięki temu z jednej strony można rozłożyć muzykę na czynniki pierwsze, a równocześnie poddać ją syntezie. Sztuka zaczyna się bowiem tam, gdzie kończą przewidywania i kalkulacje.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress