Opera i operetka w Radziejowicach

Sezon urlopowy w pełni, ale Dom Pracy Twórczej nie zwalnia tempa. Emocje po Festiwalu im. Jerzego Waldorffa jeszcze nie opadły, a w minioną sobotę już rozbrzmiały pieśni i arie uczestników Mistrzowskiego Kursu Techniki i Interpretacji Wokalnej prof. Ryszarda Karczykowskiego. Nazwisko tego jednego z najwybitniejszych tenorów świata przewija się przez większość biografii śpiewaków młodego pokolenia. Nic dziwnego – jeśli uczyć się, to tylko od najlepszych, a Radziejowice od lat, obok innych miejsc w Europie i Japonii, są na mapie pedagogicznych spotkań Maestro ze studentami.
Profesor Karczykowski podkreśla, jak ważne w pracy śpiewaka są sprawy fundamentalne: libretto i muzyka. „O to chyba nam chodzi: żeby pięknie posłuchać i wiedzieć, o czym się śpiewa. Wiedzieć, co się przedstawia”. Ten wielki szacunek dla kompozycji i poczucie, że artysta wchodząc na scenę opowiada widzom pewna zamkniętą historię doskonale było widać (a właściwie słychać) podczas sobotniego koncertu w Nowym Domu Sztuki, tradycyjnego zwieńczenia kursów mistrzowskich. A warto zaznaczyć, że cały ciężar narracji i włączenia słuchaczy w przedstawiany świat spoczywa tylko na śpiewaku, który nie ma do pomocy scenografii czy kostiumów. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na artyście, który do dyspozycji ma tylko swój głos.
Niech nie zwiedzie nas status „uczestników kursu”. Pod okiem Maestro doskonalą warsztat tylko najlepsi śpiewacy, z sukcesami występujący na scenach w Europie i poza jej granicami. W Radziejowicach zaprezentowali różnorodny repertuar, wybierając arie, w których czują się najlepiej, dzięki czemu wieczór był muzyczną podróżą przez różne emocje i języki.
Koncert rozpoczęła aria „Ebben? Ne andrò lontana” z opery „La Wally” Alfredo Catalaniego – jednego z ważniejszych kompozytorów epoki przed Puccinim. Agnieszka Kuk (sopran) brawurowo wykonała brawurowo wykonała arię tytułowej Wally, oddając dramatyzm bohaterki opuszczającej dom na zawsze. Później usłyszeliśmy Tomasza Kuka (tenor) w znanej i lubianej arii „Szumią jodły na gór szczycie” Stanisława Moniuszki. Śpiewak doskonale oddał żal, który Jontek żywi do Halki, a trzeba zaznaczyć, że utwory, które są powszechnie znane wymagają dużej odwagi oraz pewności, że jesteśmy w stanie powiedzieć coś nowego. Pod koniec tych dwoje wykonawców usłyszeliśmy też w duecie Silvy i Edwina „Tłumy Fraków” z „Księżniczki Czardasza” Imre Kálmána. Udało się uchwycić to niezwykłe połączenie atmosfery wiedeńskich salonów i węgierskich rytmów, przyprawionych odrobiną melancholii.
Utwór Kálmána wybrała także Anna Choczaj – Trzaskowska (sopran). Aria „Höre ich Zigeunergeigen” pochodzi z „Hrabiny Marizy” – drugiego wielkiego sukcesu kompozytora, po „Księżniczce Czardasza”. Śpiewaczka doskonale czuła się w węgierskich rytmach, a efektowna melodia została nawet wzbogacona o taniec. Kiedy śpiewaczka wykonywała Arię Adriany „Io son l’umile ancella” z opery „Adriana Lecouvrer” Francesco Cilea publiczność składała wyrazy uznania, jak tytułowej bohaterce, ta jednak w tekście nakazuje pochlebcom milczenie: jest tylko służebnicą Sztuki, a nie wielką osobistością.
Daria Proszek (mezzosopran) oczarowała publiczność dwa razy: w arii Santuzzy „Voi lo sapete o mamma” z opery „Rycerskość wieśniacza” Pietro Mascagniego, kiedy z przejęciem opowiada o zdradzie swojego ukochanego oraz w arii „Noczi bezumnyje” Piotra Czajkowskiego, kiedy mistrzowsko pokazała nostalgię, a równocześnie bezbrzeżny smutek, tak charakterystyczny dla tzw. romansu cygańskiego, silnie związanego z rosyjskim folklorem miejskim.
Adam Nacewicz (tenor) wykonał muzyczną perełkę: nieznaną szerzej pieśń neapolitańską „Musica Proibita” Stanislao Gastaldona, Sławomir Broś (bas) wcielił się natomiast w Leporella w arii „Madamina, il catalogo è questo” (zwana też „Arią katalogową”) z „Don Giovanniego” Mozarta. Ta najsłynniejsza chyba aria Mozarta, choć wydaje się tylko melodyjną listą podbojów miłosnych Don Giovanniego skrzętnie notowanych przez jego sługę, jest punktem wyjścia filozoficznych rozważań m.in. dla Kierkegaarda czy Luigiego Dellapiccola, a nawet interpretowany jako… tęsknota za absolutem.
Aria Charlotty „Werther! Werther!” z opery „Werther” Julesa Masseneta dzięki Katarzynie Nowosad (mezzosopran) zyskała przenikliwość i wyjątkową emocjonalność. Warto zaznaczyć, że jest to najbardziej osobista opera Masseneta, luźno oparta na „Cierpieniach młodego Wertera” Goethego. Duet Giuletty i Niclausse „Belle nuit, ô niut d’amour” z opery „Opowieści Hoffmanna” Jacquesa Offenbacha, który wykonała razem z Natalią Brudzińską (sopran) doskonale oddał aurę fantastyki, która zawieszona jest nad dziełem kompozytora.
Podczas koncertu prof. Karczykowski przygotował niespodziankę. Czardasz Ilony „Kiedy skrzypki grają” z operetki „Cygańska miłość” Franza Lehára w wykonaniu Natalii Brodzińskiej został wzbogacony o dźwięki skrzypiec. Maestro zaprosił bowiem na scenę Macieja Tomaszewskiego – uczestnika równoległego kursu dla uczniów szkół muzycznych w klasie skrzypiec. Trzeba zaznaczyć, że dr hab. Katarzyna Bąkowska wraz z doskonałą kadrą szlifuje młode talenty w Radziejowicach nie po raz pierwszy, a występujący Maciej Tomaszewski jest laureatem licznych konkursów, pomimo młodego wieku jest więc już nieco oswojony z burzliwymi oklaskami, które następują po jego występach.
Nie była to jedyna niespodzianka tego wieczoru. Pozostający do tej pory w tle akompaniatorzy: Paweł Sommer oraz Krzysztof Trzaskowski mogli zabłysnąć na pierwszym planie w „Impromptu Es-dur op. 90 nr 2” Schuberta oraz „Nokturnie cis-moll” Chopina.
Koncert zakończyła porywająca aria z „Traviaty” Verdiego, brawurowo wykonana przez wszystkich śpiewaków. Następnie cała sala odśpiewała gromkie „Sto lat” Elżbiecie Karczykowskiej, żonie profesora. Życzenia od wszystkich uczestników kursów podkreśliły rodziną i pełną zaufania atmosferę, która panuje podczas zajęć. Jest dla nas powodem do dumy, że Dom Pracy Twórczej może być miejscem tak niezwykłych i ciepłych spotkań.

Tekst: Agnieszka Romańska
Foto: Robert Lewandowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress