Recital fortepianowy Elżbiety Karaś-Krasztel

W miniona sobotę, 27 kwietnia, na estradzie Nowego Domu Sztuki królował Chopin i Mozart. Wszystko to za sprawą recitalu profesor Elżbiety Karaś Krasztel, promującego jej dwie najnowsze płyty z utworami obu kompozytorów granymi na fortepianie historycznym i współczesnym. Koncert w Radziejowicach był tym bardziej wyjątkowy, że to właśnie tu, w Domu Pracy Twórczej, nagranie powstawało.

Profesor Elżbieta Karaś  Krasztel wykłada na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Wielokrotnie nagradzana: ma na swoim koncie wyróżnienia uzyskane na konkursach w Atenach, Moskwie i Warszawie. Stale koncertuje w kraju i zagranicą, w Europie, Kanadzie i Australii. Jako solistka współpracowała z Polską Orkiestrą Kameralną i Orkiestrą Sinfonia Varsovia. Dokonała także licznych nagrań dla Polskiego Radia i telewizji, nagrała również płyty z muzyką Chopina i Mozarta dla APERTO oraz DUX.

Kompozycje Mozarta i Chopina nieprzypadkowo znalazły się na jednej scenie. Tylko teoretycznie należą do różnych epok (Mozart zmarł dziewiętnaście lat przed narodzinami Chopina), a ich utwory więcej łączy, niż dzieli. Tacy badacze, jak Jean-Jacques Eigeldinger, Karl Friedrich Weitzmann czy Peter Bloom podkreślają wielkie podobieństwo obu kompozytorów. Związki te leżą głęboko u podstaw muzyki i jej rozumienia: w lirycznym stylu, bogactwie ornamentyki przy jednoczesnej prostocie i naturalności, darze inwencji melodycznej. Niewątpliwie Chopina i Mozarta łączy wspólnota emocji i sposobu ich wyrażania.

Także dla samego Chopina Mozart nie był klasykiem, ale kimś o podobnym podejściu do muzyki. Kiedy sam zasiadał przy fortepianie podczas koncertów, wielokrotnie grywał utwory Austriaka. Nie można zapominać, że to opera „Don Giovanni” i aria „La ci darem i mano” zainspirował naszego wielkiego kompozytora do napisania „Wariacji B-dur op. 2”, po których wysłuchaniu Robert Schumann wypowiedział słynne „Panowie, kapelusze z głów, oto geniusz!”. Wreszcie, to właśnie „Requiem” zabrzmiało, zgodnie z ostatnim życzeniem Chopina, na jego pogrzebie.

Podczas sobotniego koncertu, tak jak na płytach, utwory zabrzmiały na dwóch fortepianach: historycznym Irmlerze z połowy XIX wieku oraz współczesnym Stainwayu. Inna konstrukcja, siła wydobycia dźwięku, lekkość klawiatury sprawiają, że nie tylko inaczej brzmią, ale także różnią się techniką wykonawczą. Dzięki temu mogliśmy usłyszeć (i porównać) kompozycje najbardziej zbliżone do wykonania z epoki oraz te przefiltrowane przez wrażliwość współczesnego instrumentu.

Koncert rozpoczął Mozart i jego „Sonata C-dur”. Dopisek samego kompozytora „dla początkujących” sprawia, że często nazywana jest ona „łatwą” lub „prostą”. Nic bardziej mylnego, szczególnie, że kompozytor wybrał mało tradycyjne rozwiązania muzyczne. Następnie, jakby dla kontrastu, zabrzmiała „Sonata B-dur”, która jest jednym z najbardziej wirtuozowskich dzieł, jakie Mozart kiedykolwiek skomponował.

Wieczór niewątpliwie zdominowały walce Chopina – dziś jedne z najbardziej znanych i ulubionych przez pianistów i słuchaczy dzieł kompozytora. W sumie napisał ich około dwudziestu pięciu, z których tylko osiem przeznaczył do wydania. Reszta to utwory, które możemy nazwać prywatnymi, często z dedykacją dla konkretnych osób. Chopin balansuje tu pomiędzy subtelnymi i lirycznymi miniaturami („Walc h-moll”), a dziełami niezwykle wirtuozowskimi i efektownymi („Walc c-moll”). W widoczny sposób różnią się one od tych „oficjalnych”, przeznaczonych do wydania. Te są zwykle melancholijne, o wolniejszym tempie (jak „Walc a-moll” czy „cis-moll”) lub wyrafinowane, o dużym rozmachu („Walc as-dur).

Pomiędzy walcami usłyszeliśmy także „Fantaisie-Impromptu cis-moll op. 66”, o którym Andrè Gide pisał, że „należą do Chopina utworów najczarowniejszych” i które… także nie miały zostać wydane, a ostatecznie zyskały szczególną uwagę i uwielbienie. Wirtuozeria mistrzowsko łączy się tu z liryzmem i swoistego rodzaju wyciszeniem.

Koncerty profesor Karaś-Krasztel są równocześnie niezrównanymi lekcjami muzyki i historii, a pianistka jest skarbnicą anegdot o kompozytorach, które chętnie opowiada w przerwach utworów. Nic dziwnego, że publiczność nie pozwoliła pianistce zejść ze sceny, a ona sama nie dała się długo namawiać, żeby zagrać jeszcze jakiś muzyczny drobiażdżek (jak dziełko, które Mozart skomponował, mając cztery lata) i przekazać publiczności swoją radość z grania. Bez wątpienia takie muzyczne spotkania lubimy najbardziej.

Tekst i foto Agnieszka Romańska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress