Schubert i Debussy

Muzyka kameralna porzuca monumentalność na rzecz intymności i subtelności. Muzycy mają możliwość dialogowania instrumentami, a co za tym idzie wzajemnej wymiany energii na scenie. Dzięki temu każdy koncert staje się niepowtarzalnym doświadczeniem, zależnym nie tylko od artystów, ale także od emocji publiczności.

W minioną sobotę w na scenie Nowego Domu Sztuki Jakub Jakowicz i Bartosz Bednarczyk pokazali doskonałe połączenie techniki z emocjonalnością, jakie możliwe jest do usłyszenia tylko w muzyce kameralnej. Artyści znają się od dwudziestu pięciu lat, natomiast koncertują od piętnastu. Nic zatem dziwnego, że doskonale się rozumieją, a wspólne granie sprawia im przyjemność, która przekłada się na słuchaczy.

Jakub Jakowicz pochodzi z rodziny ze znakomitymi muzycznymi tradycjami: skrzypkami są zarówno jego rodzice, jak i starsza siostra. Koncertuje od 11 roku życia. Grał ze wszystkimi czołowymi polskimi i zagranicznymi orkiestrami i dyrygentami. Jest laureatem pierwszych nagród na konkursach skrzypcowych w Lublinie, Wattrelos we Francji i Takasaki w Japonii, a także zdobywcą „Paszportu” tygodnika „Polityka”. „. Od 2004 jest asystentem na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie.

Bartosz Bednarczyk jest absolwentem Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie fortepianu prof. Bronisławy Kawalii. Występował jako solista i kameralista w kraju (Filharmonia Narodowa, Studio Koncertowe Polskiego Radia, Zamek Królewski) i za granicą (Anglia, Niemcy, Hiszpania, Rosja, Ukraina, Szwecja, Finlandia, Szwajcaria, Japonia, Indonezja, Słowenia, Austria). Od 2010r. jest asystentem przy Katedrze Kameralistyki Fortepianowej Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Wieczór rozpoczęła Sonata a-moll D385 Franza Schuberta. W związku z tym utworem na skrzypce i fortepian, który Schubert skomponował wiosną 1816 roku, istnieją dwie małe tajemnice. Po pierwsze: czy jest to sonata czy sonatina? Do tej pory była ona drukowana i wydawana jako „sonatina”, jednak w rękopisach kompozytora występuje tylko jako „sonata”. Problem ma swoje korzenie w pierwszym wydaniu opublikowanym w 1836 przez Antona Diabellego. Nazwa miała sugerować łatwość techniczną, a przez to zachęcać do grania amatorów. Druga tajemnica związana jest z samą treścią utworu. Sonata a-moll wydaje się prosta i radosna, niemal naiwna. Trudo uwierzyć, że jest rówieśniczką komponowanej równolegle Symfonii c-moll, zwanej przez samego Schuberta „Tragiczną”.

Rondo h-moll jest rzadziej graną kompozycją Schuberta. Zainspirowane zostało przez młodego skrzypka Josefa Slavika, którego później Fryderyka Chopin nazwie „drugim Paganinim”. Utwór został skomponowany w 1926 roku, a więc dwa lata przed śmiercią Schuberta i premierowo zagrany przez Slavika oraz pianistę Karla Marię von Bocklet’a. Jakub Jakowicz i Bartosz Bednarczyk w pełni oddali cały ekstrawertyzm kompozytora zawarty w utworze oraz całkowicie sprostali wymaganiom stawianym przez wielkich poprzedników. Warto wiedzieć, że skrzypce były także pierwszym instrumentem, na jakim zaczął uczyć się grać Schubert, po kilku lekcjach fortepianu, na które uczęszczał razem z bratem.

Na zakończenie wieczoru usłyszeliśmy Sonatę Claude’a Debussy. Jest to ostatni z wielkich utworów kompozytora. Premiera miała miejsce 5 maja 1917 roku, a przy fortepianie wystąpił sam kompozytor. Był to także jego ostatni publiczny występ. Utwór stanowi doskonałą równowagę słodyczy, żaru, humoru i nostalgii. Równocześnie przepełniony jest głęboką melancholią: Debussy pracował na nim pod koniec życia, targany bólami choroby. Kompozytor wykorzystał całe spektrum możliwości instrumentów, a Jakub Jakowicz i Bartosz Bednarczyk wykorzystali okazję, aby pokazać swój talent. Nic dziwnego, że publiczność nie dała muzykom zejść ze sceny, chcąc rozkoszować się bisem w ich wykonaniu. Jak widać dokonała muzyka jest najlepszym sposobem, aby rozgrzać się w coraz chłodniejsze listopadowe wieczory.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress