Toccata w Radziejowicach

Na radziejowickiej scenie goszczą zwykle muzycy. Granie muzyki wydaje się czymś naturalnym. A gdyby tak muzykę… opowiedzieć? Tego mógł podjąć się tylko ktoś tak wszechstronny i z tak szerokim zapleczem doświadczeń artystycznych, jak Antoni Libera – pisarz, tłumacz, reżyser teatralny, krytyk literacki oraz najbardziej znany w Polsce znawca twórczości Samuela Becketta. W minioną sobotę przeczytał fragmenty swojego opowiadania „ Toccata c-dur” z nowelistycznego tryptyku „ Niech się panu darzy”.  Jest to powieść o uczniu ostatniej klasy szkoły muzycznej, który stoi przed ostatecznym wyborem drogi życiowej. Autorowi towarzyszył znakomity pianista młodego pokolenia Adam Tomaszewski. Dźwięki fortepianu z jednej strony ilustrowały, z drugiej – były kontrapunktem do snutej opowieści.

Proste, wydawałoby się, historie dla mistrzowskiego pióra są tylko punktem wyjścia do rozważań o życiu i ludzkim losie. Rygoryzm literackiej formy nadaje im całą siatkę znaczeń i powiązań. Tak jest w przypadku „Toccaty c-dur”. Libera zabiera nas w podróż pełną melancholii i nieustannie towarzyszącego człowiekowi niespełnienia. Bo bez względu na wybór, jak ostatecznie zostanie podjęty, jak pisał Adam Zagajewski „zawsze pozostanie nie dająca się obliczyć reszta, żal”. Mamy oto dwóch uczniów szkoły muzycznej, którzy muszą podjąć fundamentalną decyzję dotyczącą przyszłości oraz ich wykładowcę – profesora Platera. Jeden z uczniów jest mniej uzdolniony od drugiego i to z jego perspektywy snuta jest opowieść. „Także pianista, ale innego rodzaju” – myśli o sobie bohater. „Ograniczony fuszer. Łatwowierny marzyciel oszukany przez los. Który uwierzył w dzieciństwie, że ma dosyć talentu, aby podążyć tą drogą i zdobyć choćby rzemiosło, jeśli nie poklask i sławę. A osiągnął zaledwie elementarną sprawność, którą musi w dodatku bez przerwy kultywować, by w ogóle ją zachować”. Być może właśnie dlatego, że nic nie przychodzi mu łatwo, od razu lubimy tego pełnego wątpliwości bohatera i zaczynamy przejmować się jego losem. Wybrany na egzamin utwór – tytułowa „Toccata” Roberta Schumanna jawi się jako metafora tego losu. Tak też jest interpretowana prze profesora Platera: „To jest szczególny utwór. Nowelka na fortepian o sztuce fortepianu. Muzyka o pianiście. Dźwiękowy portret muzyka. Portret wyrażający jego życie i los”. Przygotowując się do egzaminu, mierząc się z materią utworu i coraz wnikliwiej ją analizując, pełen wewnętrznych rozterek, bohater dojrzewa do podjęcia decyzji. Kiedy po latach spotka się z kolegą z roku będzie już wziętym prawnikiem. Tamten, choć naznaczony wirtuozowskim talentem, nie robi zawrotnej kariery. Ich spotkanie nie jest jedynie tradycyjnym życiowym bilansem. Główny bohater, choć osiągnął sukces i nie ma poczucia życiowej porażki, równocześnie nie widzi też happy endu. Nie daje mu spokoju pytania, czy niedoskonale nawet wykonanie utworu nie stanowi „sensu samowystarczalności”? W autobiografii „Godot i jego cień” Libera napisał kiedyś, że chciał być kiedy muzykiem (ukończył Szkołę Muzyczną im. Szymanowskiego w Warszawie). Czy taki trop w interpretacji „Toccaty” jest odpowiedni? A może poczucie niespełnienia jest wpisane w los twórcy? W każdy los, który musi coś odrzucić, żeby móc coś wybrać?

Antoni Libera w „Toccacie” podejmuje tematy ważne, wręcz fundamentalne, które współczesna sztuka podejmuje rzadko, jakby onieśmielona ich powagą. Z pomocą przychodzi mu klasyczna forma opowiadania, której reżim sprawia, że opowieść staje się uniwersalna. Zamiłowanie Libery do szczegółu przypomina wspomnienie z dzieciństwa, kiedy na pierwszy plan wysuwa się zapach, smak czy jakiś drobiazg, który akurat przykuł naszą uwagę. I tak, jak wspomnienia z dzieciństwa, nigdy się nie zestarzeje.

Tekst i foto: Agnieszka Romańska

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress