Ochman i Klinton w Pałacu

Radziejowice są miejscem, w którym różne dziedziny sztuki przeplatają się ze sobą. Gdyby ktoś miał zostać twarzą tego synkretyzmu rodzajowego bez wątpienia byłby to Wiesław Ochman, którego wernisaż odbył się w piątkowy wieczór. Wszyscy znają Maestro jako wybitnego artystę opery, koncertującego w największych salach świata, od Buenos Aires po Moskwę, w tym także w mediolańskiej La Scali i nowojorskiej Metropolitan Opera. Mniej znana, choć równie intensywna, jest Jego twórczość malarska. W przypadku Wiesława Ochmana, co niezwykle rzadkie, dwie drogi ekspresji są równorzędne artystycznie. Nie oglądamy zatem obrazów, które w wolnych chwilach maluje śpiewak, ale mamy do czynienia z pracami pełnoprawnego malarza. Nic dziwnego, że Maestro bardzo poważnie rozważał studia na ASP. W końcowym efekcie, co też jest mało znanym faktem, wybrał studia na Akademii Górniczo-Hutniczej uzyskując tytuł magistra inżyniera. Nic zatem dziwnego, że Jego malarstwo, podobnie jak muzyka, cechuje się matematyczną precyzją.

Jako malarz Wiesław Ochman zaczynał od abstrakcji. W pewnym momencie jednak znudziła go, stwierdził, że doszedł do muru. Wtedy spełnienie odnalazł w pejzażach. Pierwsze korekty prac robili Mu dwaj wybitni malarze Czesław Rzepiński i Jan Szancenbach. Podobnie jak Rzepiński w swoich obrazach stara się uchwycić wrażenie. Być może dlatego niezwykle widoczna jest inspiracja impresjonizmem. Fascynuje Go przede wszystkim światło, kolor i sama konstrukcja pejzażu. Nie ukrywa, że dąży do tego, żeby obrazy podobały się publiczności: „Nie staram się wywrócić malarstwa do góry nogami, bo na to trzeba supertalentu i odwagi van Gogha. Malarstwo sprawia mi wielką przyjemność. Ja cały czas szukam. To coś wspaniałego. To nie jest hobby. Niech nikt nie wierzy, że jeśli ktoś maluje rzetelnie i wystawia, to traktuje to jak hobby. Jeśli maluję pejzaż, to maluję go z miłości”.

Podczas wieczoru w Radziejowicach Wiesław Ochman okazał się wspaniałym, pełnym swady i humoru gawędziarzem, o czym świadczyły nieustanne wybuchy śmiechu publiczności. Gospodarzem wydarzenia był Jerzy Kisielewski, nic zatem dziwnego, że anegdoty obydwu nagrodzone zostały gromkimi brawami.

Druga część wieczoru należała do Dinary Klinton. Ta młoda, urodzona na Ukrainie pianistka, zabłysnęła podczas zeszłorocznego Konkursu Chopinowskiego, ale już wcześniej odnosiła sukcesy podczas konkursowych rywalizacji w Rio de Janeiro, Bydgoszczy i we włoskim Bolzano. Stale występuje na międzynarodowych festiwalach, m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Włoszech, oraz w salach koncertowych Moskwy, Berlina, Warszawy czy Tokio. Popis swoich umiejętności dała także przed radziejowicką publicznością wykonując utwory Fryderyka Chopina: „Nokturn fis-moll op. 48 nr 2”, „Scherzo cis-moll op. 39”, „Barkarolę fis-dur op. 60”, „Poloneza fis-moll op. 44” oraz „Sonatę b-moll op. 35”.

„Nokturn fis-moll op. 48 nr 2” jest kompozycją z 1844 roku. Data nie jest bez znaczenia, ponieważ całe lata czterdzieste to dla Chopina etap refleksji i postromantyzmu w twórczości. „To, co w sposób szczególny i cudowny wyróżnia Chopina spomiędzy wszystkich kompozytorów – zauważył André Gide – to właśnie ten nieprzerwany ciąg frazy muzycznej, to nieznaczne i niedostrzegane niemal ześlizgiwanie się jednego zdania w drugie, co daje jego utworom – i pozostawia w nas – wrażenie płynącej rzeki”. Taki też jest początek utworu. Część środkowa to nieoczekiwana tonacja Des-dur i wolniejsze tempo. Uporczywe, wręcz natrętne powtarzanie tej samej frazy sprawia wrażenie, jakby kompozycja rozpadła się niczym potłuczone lustro, a fragmenty nie były ze sobą połączone. Następnie powraca początkowy temat, który przywraca harmonię. Co więcej – siła akordów przechodzi w fis-dur, co zostawia słuchacza z wrażeniem czystego nieba po burzy.

„Scherzo cis-moll op. 39” napisane zostało dla jednego z uczniów Chopina – Adolfa Gutmana. Kompozytor cenił go za siłę uderzenia, czemu dał wyraz w utworze. Muzyka oddana jest dzikiemu szaleństwu, gdzieniegdzie tajemniczo cichnąca, by za moment na powrót wybuchnąć gromkim brzmieniem. Nieco łagodniejsza w wyrazie jest „Barkarola”, choć i ona kipi żarem i ekspresją. Napisana jest w rzadkiej dla Chopina tonacji fis-dur, a to nie jedyna niespodzianka w utworze. André Gide, w swoich „Notatkach o Chopinie” zachwycił się: „Chopin pisze tu sfogato. Czyż jakikolwiek inny kompozytor użył kiedy tego słowa? Czy ktokolwiek przed nim pragnął wyrazić, miał potrzebę wyrażenia tego pojęcia, nazwania tego nagłego zachłyśnięcia się powiewem wiatru, niespodziewanie przerywającego rytm muzyki, upajającego wonną świeżością – całą środkową część Barkaroli?”, a Maria Piotrowska dostrzegła w kompozycji „bezbrzeżną pogodę, zachwyt i uciszenie”.

„Sonaty b-moll” nie trzeba nikomu przedstawiać. Uznawana za jedno z największych arcydzieł XIX wieku jest źródłem niezliczonej ilości interpretacji. Same pierwsze cztery takty są tematem wielu monografii muzycznych. Ten wielki utwór, jak wspomina George Sand, narodził się u Chopina samorzutnie i spontanicznie. Być może dlatego że, jak brzmi jedna z interpretacji, jest rozmową z samym sobą o sprawach egzystencjalnych.

Warto zaznaczyć, że Dinara Klinton z Radziejowic jedzie prosto do samej Marthy Argerich, od której dostała zaproszenie, co jest chyba najlepszą rekomendacją oraz znakiem, że drzwi do wielkiej kariery stoją przed młodą pianistką otwarte. W ostatnim czasie spełniła także swoje marzenie nagrywając „Etiudy transcendentalne” Liszta i stając się tym samym jedną z zaledwie czterech kobiet, które zmierzyły się z całością kompozycji.

Piątkowy wieczór był doskonałym aperitifem przed rozpoczynającym się dwudziestego piątego czerwca VIII Letnim Festiwalem im. Jerzego Waldorffa – święta wszystkich melomanów. Serdecznie zapraszamy na cykl wieczorów, podczas których będziemy rozkoszować się repertuarem najlepszym z możliwych w wykonaniu wybitnych artystów. Czyli jak zwykle w Radziejowicach.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress