Pokaz obrazu „Brzask” J. Chełmońskiego

Za nami kolejny wieczór artystyczny w Radziejowicach. W piątek, 4 września, w Nowym Domu Sztuki odbył się pokaz obrazu „Brzask” Józefa Chełmońskiego oraz recital dobrze znanego radziejowickiej publiczności młodego pianisty, Łukasza Byrdego.

Józef Chełmoński był niezwykle płodnym malarzem, jednak wiele z jego obrazów uznaje się za zaginione. Ich jedynym śladem jest wspomnienie w katalogu wystawy sprzed lat, stare zdjęcie lub opisy w listach. Czasem jednak zdarza się, że los uśmiecha się do nas i jeden z nich zostaje odnaleziony. Taki też był los „Brzasku”, który zaprezentowany został w piątkowy wieczór i zgodnie z niepisaną tradycją pierwszy publiczny pokaz odnalezionych prac odbywa się właśnie w Radziejowicach.
Dzieło Chełmońskiego zostało zidentyfikowane dzięki radziejowickiej publikacji „Chełmoński poszukiwany” Tadeusza Matuszczaka. Omawia ona tę część spuścizny malarza, której historia pozostaje nieznana. Autor śledzi jej losy i skrzętnie dokumentuje każdy ślad, który pozostał. Wśród prezentowanych w albumie dzieł Chełmońskiego obecni właściciele rozpoznali, znajdujący się w ich rodzinie od lat, obraz „Brzask”. Ostatni raz wystawiany był on w 1927 roku podczas ekspozycji w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, reszta ginie w mrokach dziejów. Dzięki uprzejmości właścicieli obraz został wypożyczony i stanowi obecnie część Galerii Chełmońskiego w Radziejowicach.
Piątkowa prezentacja poprzedzona została prelekcją Tadeusza Matuszczaka. Porównał on Józefa Chełmońskiego do malarza o wiek starszego, ale podobnie jak on znanego z uwielbienia dla pejzażu: Williama Turnera. Porównanie tym trafniejsze w kontekście omawiania „Brzasku”, że jest to obraz niemal impresjonistyczny, na którym Chełmoński w mistrzowski sposób uchwycił światło nad spokojną taflą jeziora, w którą wżynają się liście nenufarów na pierwszym planie. Na horyzoncie czerwień słońca walczy z ciemnością: brzask nie jest jeszcze dniem, ale nie jest już nocą.

Nie można wyobrazić sobie lepszego towarzystwa dla malarstwa Józefa Chełmońskiego, niż muzyka Fryderyka Chopina. W drugiej, muzycznej części wieczoru na scenie Nowego Domu Sztuki zagrał Łukasz Byrdy – uczestnik XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, który odbędzie się w październiku w Warszawie. Młody pianista, student Akademii Muzycznej w Poznaniu i stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wystąpił w Radziejowicach po raz kolejny i wydaje się, że ma już wiernych słuchaczy, którzy będą mu kibicować podczas październikowego konkursu.
Na początku usłyszeliśmy Etiudy h-moll op. 25 nr 10, zwaną też Oktawową i F-dur op. 10 nr 8, jedną dedykowaną Lisztowi, a drugą hrabinie Marii d’Agoult. Obie etiudy wymagają pracy całego ciała: od stóp mocno stojących na ziemi, poprzez kręgosłup, z którego wyprowadzana jest siła ramion, aż po ruch głową, który zmniejsza lub zwiększa nacisk tułowia, a co za tym idzie na klawisze. Jest to zatem doskonała „rozgrzewka” dla pianisty. Po niej usłyszeliśmy Nokturn c-moll op.48 nr 1, którego melodia „brzmi jak wzniosła, natchniona pieśń wypełniona powagą przesłania, autentycznym patosem i jakimś tragicznym majestatem”, jak ujął to Tadeusz Zieliński, muzykolog i krytyk muzyczny.
Ballada f-moll op.52 jest ostatnią, którą napisał Fryderyk Chopin. Jej narracja jest niezwykle skompilowana i podzielona na wiele wątków, które znajdują kulminację w pełnym emocji finale. Nic dziwnego, że kiedykolwiek nie grana jest Ballada reakcją słuchaczy jest zachwyt, a równocześnie niedowierzanie. Łukasz Byrdy pokazał, że nie bez powodu utwór uznawany jest za najwyższe osiągnięcie w ramach gatunku. Podobną recepcję ma kolejne dzieło: Walc As-dur op. 42. Pięć przeplatających się ze sobą tematów zaskakuje i oczarowuje słuchacza.
Tonacja fis-dur jest niezwykle rzadka u Chopina, tym ciekawiej zaprezentowała się Barkarolla Fis-dur op.60. W wykonaniu Łukasza Byrdego nie było nic z XIX-wiecznej konwencji, łatwej liryki salonowej. Było to wykonanie refleksyjne i dojrzałe, pełne impresjonistycznego zacięcia i śródziemnomorskiego oddechu. Z południa Europy przenieśliśmy się bardziej na północ: zabrzmiały Mazurki op. 30. Wykonanie tego zestawu miniatur wymaga dużego poczucia humoru, co młody pianista wykorzystał bezbłędnie, wprowadzając dużą lekkość do całego koncertu.
Polonez As-dur op.53 jest „dziełem, którego chwały głosić nie potrzeba”, jak stwierdził Arthur Hedley, który całe swoje życie poświęcił Chopinowi. Utwór w pełni pokazał możliwości Byrdego sprawiając, że tak doskonale znany utwór zabrzmiał dla słuchaczy na nowo. Koncert zakończyła Sonata b-moll op.35, jedno z największych arcydzieł XIX wieku. Tylko o pierwszych czterech taktach powstały całe eseje. Młody pianista zwycięsko wyszedł z tej próby. Nic zatem dziwnego, że owacja na stojąco nie pozwoliła mu zejść ze sceny. Warto zaznaczyć, że wśród słuchaczy obecny był także Janusz Olejniczak, jeden z jurorów Konkursu Chopinowskiego, który także przyłączył się do braw publiczności.

Malarstwo oraz muzyka na najwyższym poziomie to znaki rozpoznawcze Pałacu w Radziejowicach. Tym razem wieczór przebiegał pod hasłem odkryć: odkrycia obrazu uznanego za zaginiony oraz odkrycia przed Państwem talentu młodego pianisty. Cieszymy się, że Radziejowice są miejscem tak ekscytujących i inspirujących prezentacji, a Łukaszowi Byrdemu życzymy oczywiście wszystkiego najlepszego na konkursowej drodze do finału.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress