Wyjątkowy wieczór artystyczny

Działalność Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach jest bardzo silnie zakorzeniona w historii, a równocześnie nieustannie odnosi się do przyszłości. Za nami kolejny wieczór artystyczny, który niczym w soczewce skupił te dwa aspekty. W miniony piątek w Nowym Domu Sztuki pokazane zostały dwa mało znane obrazy Józefa Chełmońskiego, będące na co dzień w zbiorach Muzeum Polskiego w Rapperswilu, odbyła się także oficjalna premiera nowego wydania „Radziejowickiego Theatrum” opowiadającego o dziejach rezydencji. Zwieńczeniem wieczoru był koncert uczniów Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych Nr 1 w Warszawie, czyli słynnej „Miodowej”, której absolwentami są m.in. Jakub Jakowicz i Karol Radziwonowicz. Gospodarzem wieczoru był,  jak zwykle niezrównany, Jerzy Kisielewski.

„Przed dworkiem” (lub też „Przed dworkiem zimą”, „Sanki”, „Wyjazd na polowanie”) oraz „Polscy powstańcy 1863 roku” (inny tytuł to „Lekka kawaleria”) są mniej znanymi dziełami Józefa Chełmońskiego. Oba pochodzą z legatu, jaki muzeum w Szwajcarii zostawiła Iza z Poznańskich de Landsberger. W Polsce możemy je zobaczyć tylko przez krótki czas: uświetniały wystawę  „Dziedzictwo dwóch kultur. Kolekcja rodziny Poznańskich z Muzeum Polskiego w Rapperswilu w Muzeum Miasta Łodzi”, a do Radziejowic zawitały na chwilę. Fascynującą historię obu dzieł przedstawił Tadeusz Matuszczak. To dzięki publikacji jego autorstwa, wydanej przez Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach, zidentyfikowany został obraz „Przed dworkiem”.

Pierwszy z obrazów przez wiele lat uważany był za zaginiony, a znany tylko z ilustracji towarzyszącej pierwszej indywidualnej wystawie Chełmońskiego w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w 1890 roku. Do kolekcji rodziny Poznańskich (Izrael Kalman Poznański był jednym z najbogatszych łódzkich fabrykantów) trafił najprawdopodobniej, zakupiony z Salonu Krywulta, cztery lata później. Tadeusz Matuszczak zwrócił uwagę na problem datowania obrazu, na którym widnieje rok 1890: scena z życia szlacheckiego dworku była tematyką już wtedy porzuconą przez Chełmońskiego. Najprawdopodobniej malarz dokończył swój wcześniejszy obraz przygotowując się na wystawę w Zachęcie. Podobnie rzecz ma się z drugim płótnem. „Polscy powstańcy 1863 roku” (znanym także jako „Lekka kawaleria” – tytuł, który nie drażnił ówczesnego zaborcy) namalowany został w Monachium w 1873 roku, choć na samym obrazie widnieje data 1878. Najprawdopodobniej Chełmoński sprowadził go do Paryża w okresie największego popytu na swoje dzieła i podpisując aktualną datą sprzedał jako namalowany już we Francji.

Działalność i historię Muzeum Polskiego w Rapperswillu przybliżyła zebranym jego Dyrektor – Anna Buchmann. Założone w 1870 roku przez polskiego emigranta Władysława hr. Broël-Platera stało się centrum kulturalnym polskiej emigracji. Zgromadzona kolekcja przekazywana przez darczyńców zasilała także muzea w Polsce.

Malarstwo Józefa Chełmońskiego jest nieodłączną częścią Radziejowic. A te przez wieki były sceną historii. Wszystkie najważniejsze wydarzenia z dziejów Polski w jakiś sposób związane są z tym miejscem. Niczym w teatrze jesteśmy świadkami kolejnych aktów, rozgrywanych wśród parkowych alejek i w pałacowych salach. Maria Barbasiewicz – autorka monografii o życiu Radziejowic, w ten właśnie sposób opisała ich historię i stąd też, jak wyznała podczas rozmowy z Elżbietą Charazińską i Jerzym Kisielewskim, tytuł: „Radziejowickie Theatrum. Dzieje rezydencji”. To już drugie wydanie tej publikacji, znacząco wzbogacone w stosunku do poprzedniej. Elżbieta Charazińska wykonała tytaniczną pracę docierając do zdjęć i rycin, o których istnieniu nikt wcześniej nie wiedział. Wydanie uzupełniono także o czasy współczesne i aktualną działalność Domu Pracy Twórczej wraz z jego wybitnymi gośćmi. Radziejowice pamiętają o historii, ale patrzą w przyszłość. Także jeśli chodzi o młodych artystów, którzy stawiają tu swoje pierwsze kroki na scenie.

Zwykle, kiedy słuchamy koncertów uczniów obniżamy nasze wymagania i z wyrozumiałością przyjmujemy wszystkie braki. Nie w przypadku piątkowego występu. Niech nie zwiedzie nas młody wiek wykonawców: są to nie tylko niezwykle utalentowani, ale także profesjonalni muzycy, którzy mają na koncie liczne wyróżnienia i koncerty.

Bernadetta Wieczerzyńska (wiolonczela) jest stypendystką Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci, otrzymała także wyróżnienie Centrum Edukacji Artystycznej. Przy akompaniamencie fortepianu zagrała „Sonatę E-dur” Giuseppe Valentiniego i „Rapsodię węgierską op. 68” Davida Poppera. Valentini nieczęsto występuje w programach koncertów. Ten włoski kompozytor  tworzył w czasie rozkwitu baroku włoskiego wśród wielkich ówczesnych indywidualności muzyki, jak choćby Vivaldi, Corelli, Locatelli, Tartini czy Albinioni, przez co pozostał nieco zapomniany. Tym większe brawa dla młodej wiolonczelistki, która zdecydowała się na ten utwór. „Rapsodia węgierska” wymaga natomiast niemałej wirtuozerii i wyobraźni muzycznej. W niektórych miejscach należy zagrać ją nie jak muzyk klasyczny, ale jak góral, z rozmachem i przytupem. Równocześnie wiele fragmentów wymaga gry cichej i delikatnej, która obrazować ma smutek i tęsknotę. Bernadetta Wieczerzyńska z wielką klasą wybrnęła z tego wyzwania pokazując nie tylko talent muzyczny, ale także aktorski.

Wirtuozowski „Koncert na trąbkę Es-dur” Johanna Napomuka Hummela znają chyba wszyscy. Choć gwiazda kompozytora nie świeci najjaśniej, to ten utwór przetrwał próbę czasu i wydaje się być bardzo współczesny. W piątkowy wieczór, przy akompaniamencie fortepianu, zagrał go Kajetan Puczko. Ten niesamowity trzynastolatek jest najlepszym trębaczem w swoim roczniku wśród wszystkich uczniów w kraju. Na trąbce gra od dziewiątego roku życia i, jak sam mówi, rozpoczęcie nauki było skutkiem fascynacji jazzem. Z tak sprecyzowanymi zainteresowaniem od najmłodszych lat można być tylko najlepszym, co potwierdzają liczne nagrody i wyróżnienia.

Następnie przyszedł czas na kompozycję bardzo współczesną: „Choć doleciał Dedal…” Pawła Mykietyna w wykonaniu Karoliny Krajewskiej (klarnet), Kacpra Kuty (fortepian) i Jadwigi Roguskiej (wiolonczela). Utwór został skomponowany w 1990 roku dla tria, w którym sam Mykietyn występował jako klarnecista. Jego tytuł nawiązuje do słynnego greckiego mitu o Dedalu i Ikarze, których w utworze symbolizują partie wiolonczeli i klarnetu. Zgodnie z tragiczną historią ojca i syna, partia klarnetu pod koniec odrywa się od towarzyszącej jej dotąd niemal równolegle partii wiolonczeli i znika. W cieniu dwóch instrumentów – postaci pozostaje trudna partia fortepianu, budująca strukturę kompozycji.

Na koniec wieczoru w Nowym Domu sztuki usłyszeliśmy Daniela Mieczkowskiego (flet). „Rigoletto Fantasie” Wilhelma Poppa dało możliwość rozwinięcia pełnej, niezwykłej barwy instrumentu, którą potrafi wydobyć młody muzyk. Nic zatem dziwnego, że jest on stypendystą Prezesa Rady Ministrów oraz Centrum Edukacji Artystycznej. Jego nazwisko już zaczęło być znane szerszemu gronu odbiorców: dotarł do finału konkursu „Młody Muzyk Roku 2016” organizowanego przez TVP Kultura. Niewątpliwie nie tylko o nim jeszcze usłyszymy.

Piątkowy wieczór był kwintesencją tego, co dla Radziejowic najważniejsze. Cieszy, że z miejsca o takiej historii wychodzą coraz to nowi artyści, a także, że w trakcie swojej kariery wracają tutaj i pozostają związani z radziejowicką sceną. Nie ma bowiem przyszłości bez przeszłości i najlepszym tego dowodem są Radziejowice.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress