Wieczór Czwarty

Stanisławy Celińskiej nikomu nie trzeba przedstawiać. Ta wyśmienita aktorka króluje na deskach teatralnych i ekranach już prawie pół wieku. Ostatnio nieco wycofała się z grania, odrzucając role u Krzysztofa Warlikowskiego i Agnieszki Holland. Szukając radości i ukojenia oddała się muzyce. W 2012 roku ukazała się jej debiutancka płyta „Nowa Warszawa”. We wtorek na radziejowickiej scenie zaśpiewała utwory z kolejnej, pokrytej podwójną platyną „Atramentowej…”. Towarzyszył jej zespół wybitnych muzyków pod kierownictwem Macieja Muraszko – autora kompozycji i aranżacji na płycie. Teksty napisali Wojciech Młynarski, Muniek Staszczyk, Dorota Czupkiewicz, Marcin Sosnowski, a także… sama Stanisława Celińska. Znajdują się na niej także ulubione piosenki aktorki (a może pieśniarki?) autorstwa Jonasza Kofty czy Katarzyny Nosowskiej.

Słuchając Stanisławy Celińskiej na myśl przychodzi inna dama sceny: Cesaria Evora. I choć Celińska tworzy absolutnie indywidualną kreację, to jest to ta sama sceniczna charyzma, przejmujący głos i osobista opowieść, tkana słowem i muzyką. Wreszcie: równie genialna muzyka, wykorzystująca motywy z jazzu i bossa novy. Bardzo różnorodna: gitara, kontrabas, fortepian, perkusja, akordeon czy saksofon. Instrumenty doskonale ze sobą współgrają, a co najważniejsze: podkreślają słowa otworów, a nie z nimi rywalizują.

Artystka prowadzi koncert (bo to ona jest gospodarzem i mistrzem wieczoru) bardzo naturalnie, bezpretensjonalnie i spontanicznie. Szybko łapie kontakt z publicznością, co więcej: ostatnie utwory radziejowicka publiczność zaśpiewała razem  z nią. Pomiędzy utworami opowiada anegdoty, np. o tym, aby zawsze zachować dla siebie część tajemnicy („Stasieńka, pamiętaj – nigdy nie pokazuj całej dupy. Zawsze tylko kawałek.”), przez co nawet tak duży koncert, jak ten w namiocie festiwalowym staje się intymnym spotkaniem. Szczególnie, że teksty piosenek są niezwykle melancholijne, czasem smutne, a zawsze bardzo osobiste. Celińska ma trudne doświadczenia życiowe, których nie ukrywa i którymi dzieli się z publicznością. Muzyczna podróż, jaką był koncert w Radziejowicach, staje się opowieścią o życiu, w którym są wzloty i upadki, które ma różne odcienie, ale w którym zawsze jest nadzieja. Bo pomimo tej niezwykłej melancholii historia, jaką opowiada nam Stanisława Celińska jest przepełniona radością. Tą radością, która jest charakterystyczna dla kogoś, kto jest pogodzony ze sobą i ze światem. Pomimo smutku i melancholii Stanisława Celińska zaprasza nas na słoneczną stronę ulicy. I przynajmniej do końca festiwalu na niej pozostaniemy: już dziś o dziewiątej wieczorem „zaczynamy od Bacha” i to na cztery fortepiany! Zapraszamy!

Tekst: Agnieszka Romańska
Foto: Robert Lewandowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress