Do – re – mi – fa – sol, czyli pięć instrumentów na piąty wieczór Festiwalu

Piąty wieczór Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa był świętem muzyki kameralnej, a w nastrój niecodziennego wydarzenia wprowadzało stopniowo słuchaczy dobiegające znad radziejowickiego stawu strojenie instrumentów i pałacowy chór rechoczących gardłowo żab.

Podczas koncertu mogliśmy usłyszeć utwory czterech kompozytorów: Luigiego Boccheriniego, Krzysztofa Pendereckiego, Gioacchino Rossiniego i Dmitrija Szostakowicza. Wszystkie utwory zostały napisane na instrumenty smyczkowe, lecz trudno posądzić bogate w treści współbrzmienia o monochromatyczność. Każdy utwór miał charakterystyczną dla siebie formę i wyraz artystyczny, ubarwiony dodatkowo przedstawionymi przez gospodarza wieczoru sylwetkami kompozytorów, których losy w każdym przypadku potoczyły się zupełnie inaczej.

Dzięki wykonawcom dźwięki muzyki Boccheriniego zdawały się unosić nad strunami, delikatnie je zaledwie muskając. Wydaje się, że tworzenie sztuki, w tym także sztuki muzycznej, to przede wszystkim umiejętność  przekazywania emocji, a Kwintet smyczkowy C-dur op.28 zdecydowanie zabrzmiał w dziesiątkach zróżnicowanych barwowo i dynamicznie niuansów, które poruszały najbardziej wrażliwe struny słuchaczy. Utwór można porównać
z pełną życzliwości i gracji rozmową, w której każdy z interlokutorów słucha pozostałych, a jednocześnie prowadzi z nimi dialog na jeden temat, wciąż wymieniając się opiniami, jednak nigdy nie przekrzykując się nawzajem. Trudno było nie zauważyć, iż szczególnego wdzięku dodawały wykonawcom ich ledwo dostrzegalne uśmiechy, towarzyszące płynnie zarysowanej frazie czy subtelnemu tutti.

Utwór Krzysztofa Pendereckiego mógł zaskoczyć. Bardzo intymny, utrzymany w tonacji tajemniczego dramatyzmu, sprawiał wrażenie dźwiękowej magmy, która wylewała się z kartek tytułowego, zaznaczonego powtarzającym się motywem muzycznym, dziennika. Fryderyk Chopin wzbraniał się przez nadawaniem jego dziełom tytułów. Wydaje się jednak, że w przypadku utworu Pendereckiego poznanie tytułu kierowało wyobraźnię ku bardziej jednoznacznej interpretacji, która pozwoliła słuchaczom przeglądać się w emocjonalnym dzienniku autora. Utwór nie skończył się. Tak jak każdy wypełniany stopniowo treścią notatnik, pozostawił na przyszłość niedosyt i niedopowiedzenie. Wykonany w następnej kolejności niecodzienny, elegancki duet Rossiniego na wiolonczelę i kontrabas, razem z energetycznym allegro cygańskim, czyli Allegro zingarese stworzyły mariaż ciemnych, głębokich dźwięków, wyrażających pełne muzycznych barw historie.

Ostatni utwór wyjątkowego wieczoru należał do Dmitrija Szostakowicza. Trudno pisać o niełatwej do uchwycenia słowami muzyce, być może jeszcze trudniej jest pisaćo dojmującym bólu w czyjejś duszy. Symfonia kameralna c-moll op. 110a, zwykle wykonywana przez orkiestrę kameralną, a wczoraj zagrana przez kwintet smyczkowy, pozostawiła słuchaczy w głębokiej zadumie, jaka nie zdarza się często. W takim momencie pozostaje posłużyć się słowami słynnego filozofa języka, Ludwiga Wittgensteina: „o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Przed nami oczekiwanie na kolejne doznania artystyczne czwartkowego wieczoru.

Katarzyna Gajewska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress