Wieczór Piąty SONATY CHOPINA

„Sonata c-moll op. 4”, „Sonata b-moll op.35”, „Sonata h-moll op. 58”, “Sonata g-moll na fortepian i wiolonczelę op.65” Fryderyka Chopina nie zabrzmiały nigdy na wspólnym koncercie. Brzmi jak wyzwanie? Od tego właśnie jest festiwal w Radziejowicach! Piątego dnia festiwalu, 4 lipca, wyzwanie podjęli: Elżbieta Karaś-Krasztel, Łukasz Byrdy, Karolina Nadolska, Szymon Nehring oraz Marcin Zdunik.
„Sonata c-moll op. 4” rzadko gości na światowych estradach. Jest to bardzo wczesny utwór Fryderyka Chopina, napisany pod kierunkiem Józefa Elsnera w latach 1827-28 jako zadanie szkolne. Niech jednak nie zwiedzie nas status „szkolnej wprawki”! Wymagający wielkiej biegłości i talentu jest niezwykle trudny do zagrania, co podkreślała pianistka, Elżbieta Karaś-Krasztel, wykładowczyni Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, która doskonale pokazała cały potencjał tkwiący w utworze.
„Sonata b-moll op. 35” jest to jeden z najważniejszych arcydzieł XIX wieku, o którym napisano już chyba wszystko. W 1929 roku powstało odrębne studium, analizujące pierwsze cztery takty i dwa akordy (autorstwa Ludwika Bronarskigo). Choć napisana podczas wakacji w Nohant w 1839 roku, przesiąknięta jest smutkiem i melancholią, grozą i tragizmem. Równocześnie jednak ten cwał poprzez kolejne takty czasem zatrzymuje się, aby wprowadził atmosferę niezwykłego, ale przepełnionego tajemnicą, spokoju. Łukasz Byrdy, student w Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu oraz na Universität der Künste w Berlinie tak doskonale oddał ten nastrój i emocje, że wydawało się, jakby z fortepianu wyłaniały się przeklęte widziadła (jak wspominał sam Chopin podczas jednego z koncertow). Przypominają się słowa Witolda Lutosławskiego: „jest dla mnie potęgą – jak rzeźba w skale. To się daje porównać chyba tylko z pierwszą częścią V Symfonii Beethovena”.
„Sonata h-moll” to esencja muzyki romantycznej. Części odnoszą się do kolejnych gatunków romantycznych: pierwsza oraz ostatnia nawiązują do ballady, a druga część przyjmuje formę scherzo, natomiast trzecia przyjmuje charakter nokturnu. Dzięki temu, choć bardzo zróżnicowana, jest wewnętrznie spójna. Prostota przeplata się z emocjami, od wzburzenia i grozy po wycieszenie, co świetnie oddała Karolina Nadolska – pianistka wielokrotnie nagradzana (m.in. na Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim w Budapeszcie) nie tylko za wyjątkowy talent, ale także za nadzwyczajną wrażliwość muzyczną i kreatywnością interpretacji. Dźwięki raz wydają się jakby zamyślone, poetyckie i delikatne, aby nieoczekiwanie wybuchnąć z wielką pewnością siebie, a po sam finał, w którym „namiętność przekracza granice przyzwoitości”, jak pisał jeden a angielskich biografów.
„Sonata g-moll na fortepian i wiolonczelę op. 65” została napisana w 1847 roku i była ostatnią, która została opublikowana za życia kompozytora i jest szczytowym osiągnieciem ostatniej, postromantycznej, fazy jego życia. Jest uznawana równocześnie za najbardziej niejednoznaczną, gdzie nowe idee przeplatają się z wcześniejszymi pomysłami, co dowodzi niezwykłej otwartości Chopina. Na pierwszy rzut ucha utwór wydaje się nieco konserwatywny i idący utartymi szlakami, ale jeśli wsłuchamy się głębiej, odkryjemy oryginalność poetyki, narracji i zastosowanych technik. Tak wyjątkowy utwór mogli zagrać tylko wyjątkowi muzycy: wiolonczelista Marcin Zdunik oraz Szymon Nehring –jeden z najbardziej utalentowanych pianistów młodego pokolenia w Polsce, wyróżniony podczas XVII Konkusy Chopinowskiego w Warszawie. Warto dodać, że podczas pierwszego publicznego wykonania w 1848 roku pierwszą część utworu pominięto, uznając ją za zbyt skomplikowaną! „Sonata g-moll” niewątpliwie wybiega muzycznie w nowe czasy, pozwalając wyobraźni na wizje Chopina tworzącego, gdyby dane mu było żyć dłużej, w języku Szkoły Nowoniemieckiej lub „czystej formy” Eduarda Hanslicka.

Tekst Agnieszka Romańska
Foto Bartosz Szustakowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress