Wieczór z niespodzianką w Radziejowicach

Jeśli przyjrzymy się karierom najzdolniejszych śpiewaków młodego pokolenia w większości biografii przewinie się jedno nazwisko: profesora Ryszarda Karczykowskiego. Nic w tym dziwnego, jeśli uczyć się, to tylko od najlepszych. Ten jeden z najwybitniejszych polskich tenorów występował w najsławniejszych salach koncertowych na świecie i dokonał niezliczonych nagrań dla niemalże wszystkich liczących się wytwórni płytowych. Radziejowice, obok innych miejsc w Europie i Japonii, są na mapie pedagogicznych spotkań Maestro ze studentami.
Profesor Karczykowski podkreśla, jak ważne w pracy śpiewaka są sprawy fundamentalne: libretto i muzyka. „O to chyba nam chodzi: żeby pięknie posłuchać i wiedzieć, o czym się śpiewa. Wiedzieć, co się przedstawia”. Ten wielki szacunek dla kompozycji i poczucie, że artysta wchodząc na scenę opowiada widzom pewna zamkniętą historię doskonale było widać (a właściwie słychać) podczas sobotniego koncertu w Nowym Domu Sztuki, tradycyjnego zwieńczenia kursów mistrzowskich. A warto zaznaczyć, że cały ciężar narracji i włączenia słuchaczy w przedstawiany świat spoczywa tylko na śpiewaku, który nie ma do pomocy scenografii czy kostiumów. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na artyście, który do dyspozycji ma tylko swój głos.
W sobotę usłyszeliśmy niezwykle różnorodny repertuar. Już pierwsza aria była zapowiedzią niezwykłego wieczoru, dzięki „Kołysance” współczesnego kompozytora Xaviera Monsalvatge. Potem było bardziej tradycyjnie, co nie oznacza, że nudno. Przejmujący duet Cornelii i Sesta „Son nata a lagrimar” z „Juliusza Cezara w Egipcie” Haendla niejednemu pewnie wycisnęła łzy z oczu, aby potem dać chwile uśmiechu przy charyzmatycznej arii Papagena z „Czarodziejskiego fletu” Mozarta. Chwile złości na los przeżyliśmy przy „Ha, dzieciątko nam umiera” z „Halki”, a następnie z mocą zaczerpnęliśmy tchu w młodzieńczym wyznaniu Julii „Je veux vivre” z „Romeo i Julii” Gounod’a. Śpiewakom towarzyszyli dwaj akompaniatorzy: Paweł Sommer i Krzysztof Trzaskowski. Co ciekawe, podczas wieczoru nie byli tylko tłem dla arii, ale mogli także zabłysnąć indywidualnie, w „Nokturnie fis-moll op. 48 nr 2” Chopina oraz preludium ze suity „Pour le piano” Debussy’ego.
Na zakończenie artyści przygotowali dla widzów małą niespodziankę, będącą prezentem z okazji karnawału. Z kieliszkami szampana w dłoni odśpiewali finałową arię z operetki „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa syna, a pianiści zaskoczyli grając na cztery ręce. Nie jest to wybór przypadkowy. W końcu „Nad pięknym modrym Dunajem” kompozytora jest głównym punktem przesławnego Koncertu Noworocznego w Filharmonii Wiedeńskiej. Tą samą porywającą atmosferę, udało się stworzyć także w Sali Nowego Domu Sztuki. Jak widać wystarczy przyjechać do Radziejowic, żeby wejść w nowy rok ze Straussowskim rytmem. I niczym w Wiedniu wiwatom nie było końca.

Tekst i foto: Agnieszka Romańska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress