X święto muzyki w Radziejowicach za nami

Kiedy nad Radziejowicami rozbrzmiewa motyw z „Laury i Filona” wiadomo, że wszyscy melomani rozpoczynają swoje święto: Letni Festiwal im. Jerzego Waldorffa. W tym roku jubileuszowa, dziesiąta już edycja (jak ten czas leci!) zbiegła się z obchodami odzyskania niepodległości przez Polskę. Z tej okazji festiwal położył nacisk na muzykę polską – klasyczną i ludową, dawną i współczesną, znaną przez wszystkich i tę nieco zapomnianą, stając się okazją do odkrycia i zasłuchania się w jej bogactwie. Od 30 czerwca do 7 lipca co wieczór spotykaliśmy się w namiocie festiwalowym, aby uczestniczyć w tym wyjątkowym, corocznym święcie. Na radziejowickiej scenie wystąpili muzycy bardzo zasłużeni, jak Janusz Olejniczak czy Jerzy Maksymiuk oraz młodzi, choć już niezwykle utytułowani, Szymon Nehring, Marcin Zdunik czy Paulina Sokołowska, która – jako wielka muzyczna erudytka – jest także autorką świetnych esejów do katalogu festiwalowego.

Ale festiwal to nie tylko muzyka. Codziennym koncertom towarzyszyły aż trzy wystawy, będące przeglądem prac artystów, mających największy wpływ na polską sztukę XX wieku: „Metamorfozy” – rzeźby ze zbiorów Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, „Klasycy współczesności” – malarstwa z kolekcji Zachęty – Narodowej Kolekcji Sztuki, a na widzów w namiocie festiwalowym spoglądali najwybitniejsi polscy artyści z fotograficznych portretów Macieja Kłosia (festiwal był także okazją do wykonania kilku nowych). Na scenie gościliśmy także Joannę Szczepkowską i Jarosława Gajewskiego, którzy przeczytali fragmenty „Kwiatów polskich” Juliana Tuwima. Gospodarzem każdego z wieczorów był Jerzy Kisielewski, czyli źródło nieskończonej ilości anegdot i nieoczywistych skojarzeń, będący gwarancją erudycji, dobrej zabawy i swobodnej atmosfery, dzięki któremu wielka przestrzeń namiotu festiwalowego kurczyła się do rozmiarów kameralnego saloniku z fortepianem (i kilkudziesięcioosobową orkiestrą). Festiwal docenił także Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Piotr Gliński, który wystosował list do organizatorów i publiczności, gratulując najwyższego poziomu i niezwykłej atmosfery wydarzenia oraz życząc dalszych sukcesów.

Wieczór pierwszy to orkiestra Sinfonia Varsovia pod batutą światowej sławy dyrygenta Andreya Boreyko. Jest on rzecznikiem utworów mało znanych, nic zatem dziwnego, że usłyszeliśmy „Tańce galicyjskie” Juliusza Zarębskiego zinterpretowane na orkiestrę symfoniczną przez Ferenca Liszta oraz „Symfonię e-moll op. 7 Odrodzenie” Mieczysława Karłowicza, od którego też zaczerpnął tytuł cały wieczór. Do orkiestry dołączył Janusz Olejniczak, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. A jeśli Janusz Olejniczak to Fryderyk Chopin. „II Koncert fortepianowy f-moll op. 21” zabrzmiał tak, jak powinien, czyli ekspresyjnie, pokazując całą osobowość pianisty.

Nie opadły jeszcze emocje po pierwszym koncercie, a już weszliśmy w sferę „Sacrum”, czyli drugi festiwalowy wieczór. Zabrzmiała muzyka sakralna, która zajmuje poczesne miejsce w historii polskiej muzyki w ogóle i, jak mogliśmy się przekonać, jest to miejsce całkowicie zasłużone. Obok „Gaude Mater Polonia” – jednego z najstarszych polsko-łacińskich religijnych utworów, którego tekst pochodzi z 1254 roku i „Czego chcesz od nas Panie” Jana Kochanowskiego zabrzmiało „Agnus Dei” Wojciecha Kilara oraz perełka wieczoru: „Msza Ex D” Józefa Zeidlera. Na scenie pojawiły się takie znakomitości, jak Jerzy Maksymiuk, który poprowadził orkiestrę Sinfonia Varsovia, doceniany na całym świecie, koncertujący z Krzysztofem Pendereckim, zdobywca Fryderyka Zespół Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia pod kierownictwem charyzmatycznej i cieszącej się szczególnym uznaniem Anny Szostak oraz soliści: Iwona Sobotka, Elżbieta Wróblewska, Tomasz Krzysica, Jarosław Bręk oraz Agata Galik.

Wieczór trzeci, choć w tytule „kameralny”, wcale kameralny nie był – rozsadzała go radość, entuzjazm, młodzieńcza energia i pasja, która biła ze sceny i emanowała na publiczność. Wszystko to za sprawą Marcina Zdunika, który wystąpił z orkiestrą Warsaw Players pod kierownictwem skrzypka Bartosza Worocha, który na tę okazję przyjechał specjalnie z Londynu. Repertuar musiał sprostać tak temperamentnym i pełnym energii muzykom: „Podróż w czasie na orkiestrę smyczkową” Stefana Kisielewskiego, „Fantazja na wiolonczelę i orkiestrę op. 52” Mieczysława Weinberga, „Serenada na orkiestrę smyczkową” Mieczysława Karłowicza, oraz „Orawa” Wojciecha Kilara ze swoim góralskim hej! na koniec podołała temu zadaniu z nawiązką.

Po tak energetycznym wieczorze przyszedł czas na chwilę refleksji i wyciszenia. „III Symfonia Symfonia Pieśni Żałosnych” Henryka Mikołaja Góreckiego została brawurowo wykonana przez Iwonę Sobotko w towarzystwie orkiestry Sinfonia Varsovia pod batutą Andreya Boreyko, dając jeden z najbardziej wzruszających i pełnych emocji koncertów. Kompozytor wykorzystał trzy teksty, które opowiadają o żalu i cierpieniu: „Lament świętokrzyski”, fragment pieśni ludowej z opolskiego oraz inskrypcję wyrytą przez osiemnastoletnią Helenę Błażusiakównę na ścianie katowni gestapo w Zakopanem. „III Symfonia” tworzy atmosferę duchowości równą średniowiecznym misteriom i przypomina, że muzyka może przekraczać sferę materialną i odnosić się do tego, co wykracza poza doświadczenie.

„Sonata c-moll op. 4”, „Sonata b-moll op.35”, „Sonata h-moll op. 58”, “Sonata g-moll na fortepian i wiolonczelę op.65” Fryderyka Chopina nie zabrzmiały nigdy na wspólnym koncercie. Brzmi jak wyzwanie? Od tego właśnie jest festiwal w Radziejowicach! Piątego dnia festiwalu wyzwanie podjęli: Elżbieta Karaś-Krasztel, Łukasz Byrdy, Karolina Nadolska, Szymon Nehring oraz Marcin Zdunik dając przegląd twórczości Chopina z różnych okresów, od wczesnego zadania szkolnego do ostatniego utworu wydanego za życia kompozytora.

Szósty wieczór odbył się w stylu „retro”. Paulina Sokołowska, Janusz Olejniczak, Jerzy Maksymiuk i Kasia Moś zapewnili nie tylko muzyczne emocje, ale także doskonałą zabawę. Doskonale zgrani Paulina Sokołowska oraz Janusz Olejniczak zagrali utwory Henryka Wieniawskiego (bez niego chyba trudno wyobrazić sobie koncert skrzypcowy), Emila Młynarskiego (założyciela Filharmonii Narodowej, stryjecznego dziadka Wojciecha Młynarskiego i teścia Artura Rubinsteina), Maurycego Moszkowskiego (czwartkowy koncert każe zastanawiać się, jak autor tak znakomitych dzieł może być tak mało znany) i oraz Adama Wrońskiego (nazywanego „polskim Straussem”). Druga część wieczoru należała do Janusza Olejniczaka, Jerzego Maksymiuka i Katarzyny Moś, gwiazd płyty „Retro”, czyli kompozycji Jerzego Maksymiuka utrzymanych w stylu lat 20. i 30. i tekstów Ewy Piaseckiej-Maksymiuk. Utwory były jak wieczór w doskonałym towarzystwie, którego nie ma ochoty się opuszczać: lekkie i niewymuszone.

Przedostatni dzień X Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa to czar muzyki fortepianowej. Piątkowy wieczór należał do utworów Jana Paderewskiego, Fryderyka Chopina i Karola Szymanowskiego w wykonaniu Pawła Kowalskiego. Utwory zawarte w programie koncertu przeplatały się ze spontanicznymi muzycznymi pomysłami na najbardziej niespodziewane tematy, m.in. wariacją na temat „Dziecka Rosemary” Krzysztofa Komedy. Dodatkowo mapping na fasadzie pałacu wykonała grupa artystów z Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Rocha Forowicza połączonym z muzyką Warsaw Laptop Orchestra.

Festiwal zakończył się z góralskim przytupem: zespół Zakopower z kwartetem jazzowym Atom String Quartet wzbogacony o góralskie głosy Bogusławy Kudasik i Małgorzaty Dzierzęgi zagrał utwory ze swojej najnowszej płyty. Oba zespoły filtrują muzykę przez własną wrażliwość i estetykę, eksperymentując, dodając elementy jazzu i rocka, ale równocześnie nie oddalając się zbytnio od źródeł, czyli od folkloru skalnego Podhala, rozgrzewając namiot festiwalowy do czerwoności i pozostawiając żal, że był to wieczór ostatni. Zakończyliśmy jubileuszowy X Festiwal im. Jerzego Waldorffa, ale na otarcie łez mamy jedną wiadomość: do zobaczenia za rok!

 

Tekst: Agnieszka Romańska

Foto: Bartosz Szustakowski

 

 

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress