Za nami kolejna edycja festiwalu w Radziejowicach

XI Letni Festiwal im. Jerzego Waldorffa w Radziejowicach przeszedł już do historii. Było różnorodnie i barwnie – żart przeplatał się z dramatem, a poezja z muzyką. Publiczność miała okazję posłuchać utworów różnych epok – barokowych, romantycznych i współczesnych. Wybrzmiały nie tylko kompozycje klasyczne, ale też twórczość ludowa, jazz i rozrywka.  

Klamrą spinającą festiwal była twórczość Stanisława Moniuszki w związku z obchodzoną w tym roku dwusetną rocznicą urodzin kompozytora. Pochodził on z domu, w którym podstawową wartością było patriotyczne wychowanie. Jego muzyczną wrażliwość w dzieciństwie kształtowały pieśni patriotyczne i historyczne, a także polskie, białoruskie i litewskie pieśni ludowe. To przełożyło się niewątpliwie na późniejszą twórczość artysty. Jak sam mówił: „Ja nic nowego nie tworzę; wędruję po polskich ziemiach, jestem natchniony duchem polskich pieśni ludowych i z nich – mimo woli – przelewam natchnienie do wszystkich moich dzieł”.

Dzięki Moniuszce kultura zawitała pod strzechy. W wielu polskich domach znalazły się „Śpiewniki domowe” – zbiory jego pieśni napisanych do tekstów poetów polskich i zagranicznych. Pieśni były powszechnie znane, uświetniały rozmaite uroczystości. Popularyzowały jednocześnie język polski w jego najszlachetniejszym, poetyckim wydaniu. Były różnorodne –  humorystyczne, poważne, liryczne i dramatyczne, tak by mogły być wykonywane w różnych stanach ducha i przy różnych okazjach.

Moniuszce poświęcone były trzy pełne koncerty festiwalowe, w trakcie których zaprezentowano dorobek kompozytora w różnych odsłonach – klasycznej, jazzowej i folkowej. Oficjalnie tegoroczną  edycję festiwalu zainaugurowała kantata „Dziady-Widma”. Kompozytor sięgnął po II część „Dziadów” Adama Mickiewicza, zainspirowany samym obrzędem, ale i melodyką tekstu literackiego. W widowisku wystąpili artyści Polskiej Opery Królewskiej. Na scenie przewijały się duchy pokutujące za grzechy różnego kalibru, przywoływane kolejno przez Guślarza i innych uczestników obrzędu. Oprawę muzyczno-aktorką ubogacały wizualizacje wyświetlane w głębi sceny.

Na pozostałych koncertach poświęconych Moniuszce pojawiły się pieśni i arie. Prezentowali je młodzi adepci sztuki wokalnej (Gabriela Gołaszewska, Katarzyna Szymkowiak, Andrzej Lenart i Karol Skwara) oraz trio Włodka Pawlika, które wykonało instrumentalne wersje pieśni. Znane utwory wyłaniały się nieśmiało z bogatej melodyki jazzowej improwizacji i wartkiego nurtu sekcji rytmicznej. Pawlik bawił się muzyką, wplatając do kolejnych utworów motywy znanych współczesnych piosenek, w tym „What a wonderful world”  Louisa Armstronga czy „Jej portret” Bogusława Meca.

Pojawiła się też wspaniała ludowo-jazzowa odsłona utworów Moniuszki. W tej konwencji wykonały je Grażyna Auguścik i Maria Pomianowska z towarzyszeniem tria Nikoli Kołodziejczyka. Mocnym folklorystycznym akcentem były partie wykonywane przez Pomianowską na staropolskich ludowych instrumentach – suce biłgorajskiej, suce mieleckiej i fideli płockiej. Ich rzewny, zawodzący dźwięk poruszał do głębi. Instrumenty brzmiały uczuciowo, momentami wręcz histerycznie. Słychać było w ich dźwięku smutek przeradzający się w rozpacz, ból, ckliwe zawodzenie, ale i radość życia, śmiech i dowcip. Jasny, szlachetny wokal Grażyny Auguścik pięknie dopełniał całości, eksponując kunszt muzyczny i literacki pieśni.

Radziejowicka scena gościła też Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Świętokrzyskiej im. Oskara Kolberga w Kielcach pod kierownictwem Moniki Wolińskiej. Muzycy zagrali uwerturę koncertową „Morskie Oko” op.19 Zygmunta Noskowskiego inspirowaną podhalańskim folklorem, „I Symfonię B-dur Wiosenną” op. 38 Roberta Schumanna oraz wspaniały „Koncert skrzypcowy g-moll” op. 26 Maksa Brucha, gdzie partie solową skrzypiec wykonał znakomity skrzypek Krzysztof Jakowicz. Solista wydobył z koncertu Brucha absolutnie wszystkie jego walory, rzucając publiczność na kolana. W jego grze było tyle emocji, energii, żywiołowości! Muzyka ulatywała z jego wnętrza z nieprawdopodobną siłą. Gdy kończył grać solową partię, dogrywał i dośpiewywał frazy orkiestry. Nie mógł wygasić w sobie tego ognia, który sam wzniecił.

Ciekawy program zagrała też Elbląska Orkiestra Kameralna pod batutą charyzmatycznego Marka Mosia. Wraz z nią wystąpili również skrzypaczka Karolina Nowotczyńska, wiolonczelista Marcin Zdunik i Leszek Możdżer, znany pianista jazzowy. Można tu było usłyszeć całą historię muzyki – „Tamburettę” Adama Jarzębskiego, kompozytora wczesnego baroku, „Koncert na orkiestrę smyczkową” Grażyny Bacewicz, „Symfonię koncertującą Es-dur” Wolfganga Amadeusza Mozarta, a na koniec – jazzowe frazy Krzysztofa Komedy w aranżacji na fortepian, wiolonczelę i orkiestrę.

Możdżer zasiadł do fortepianu boso, rozlewając po radziejowickiej scenie charakterystyczne dla niego potoczyste dźwięki. Fortepian pod palcami Możdżera brzmi czasem jak harfa. Wydobywane z instrumentu dźwięki nieodparcie kojarzą się z wodą – pulsującym źródłem, przelewającymi się strużkami, z krystaliczną tonią. Jego subtelna i melodyjna gra urzekła słuchaczy.

Niezwykle ciekawy był wieczór organowy. Rzadko na scenach koncertowych można usłyszeć duet fortepianowo-organowy. W Radziejowicach taka możliwość się pojawiła. Przy instrumentach zasiedli mistrzowie – legenda polskiej pianistyki Janusz Olejniczak i uznany organista Roman Perucki. Koncert rozpoczęła „Toccata i Fuga d-moll” Jana Sebastiana Bacha. Następnie artyści zagrali w duecie utwory XIX-wiecznych kompozytorów Feliksa-Alexandre Guilmanta i Cesara Francka. Dała się odczuć różnica między instrumentami, które mają przecież tak różne możliwości. Fortepian daje większą swobodę w budowaniu napięcia jakością dźwięku, jego dynamiką, artykulacją. Z kolei organy zachwycają bogactwem harmonii  i brzmienia.

Jeden z koncertów poświęcony był kwartetom smyczkowym XX wieku. Wspaniali muzycy z Royal String Quartet zagrali utwory Karola Szymanowskiego, Benjamina Brittena i Grażyny Bacewicz. Kompozycje, choć nowatorskie – odwołują się do tradycji innych epok i folkloru, można w nich znaleźć szereg nawiązań czy cytatów. U Szymanowskiego pojawiały się motywy nawiązujące do kultury podhalańskiej, imitujące tańce zbójnickie z ich siarczystym rytmem i przytupami. Britten z kolei wyraźnie nawiązywał do stylistyki baroku. Również u Bacewicz pobrzmiewała w tle polska muzyka ludowa.

W finałowym koncercie z radziejowickiej sceny wybrzmiały utwory Piotra Czajkowskiego – Koncert skrzypcowy D-dur op. 35 i V Symofnia e-moll op. 64. Wykonała je Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus pod batutą Mirosława Jacka Błaszczyka oraz znakomity skrzypek Konstanty Andrzej Kulka. W utworach kompozytora daje o sobie znać skrajna emocjonalność. Za tę wylewność i brak powściągliwości nierzadko kompozytor był krytykowany. Tymczasem jest to z jednej strony część rosyjskiej, wylewnej duszy, z drugiej – wrażliwość człowieka szarpanego silnymi uczuciami. Tych emocji i wielkiej egzaltacji nie zabrakło również podczas sobotniego wieczoru. Fragmenty dramatyczne, ogniste, przeplatały się z nastrojowymi motywami i liryczną melodyką, tak charakterystyczną dla słowiańskiej kultury.

Finałowy koncert zakończył XI edycję festiwalu. Nie obyło się bez podziękowań. Wiele ciepłych słów padło pod adresem Bogumiła Mrówczyńskiego, wieloletniego dyrektora placówki. – Nie byłoby ani tego festiwalu, ani poprzednich, gdyby nie człowiek, który swoje życie połączył z tym miejscem – mówiła dyrektor Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach Ewa Wytrążek. Pochwały zebrała również publiczność. Jerzy Kisielewski zaznaczył, że spotyka osoby, które nie opuściły żadnego festiwalu. Są i tacy, którzy pracują i żyją za granicą, planując urlop z myślą o radziejowickich koncertach.

Festiwal zyskał też uznanie licznych instytucji. Organizatorzy otrzymali list od ministra kultury Piotra Glińskiego, który podkreślał rangę wydarzenia, dziękując za kontynuowanie dzieła Jerzego Waldorffa, a także od marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który docenił ich zaangażowanie w przygotowanie festiwalu i podziękował biorącym udział w wydarzeniu artystom.  

Jak zapewnił Paweł Kos-Nowicki, zastępca dyrektora, program kolejnej, dwunastej edycji, jest już nie tylko w głowie, ale i na papierze. – Póki co nie wolno mi mówić o szczegółach, ale będziecie Państwo zadowoleni! – powiedział. – Proszę wpisać sobie już w kalendarze termin 27 czerwca 2020 – dodał. Nie pozostaje wiec nic innego jak czekać na kolejną wielką muzyczną ucztę w kolejnym roku.

 

Tekst Monika Borkowska
Foto Bartosz Szustakowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress