Na ludową nutę!

Za nami przedostatni już koncert jedenastej edycji radziejowickiego festiwalu. Tym razem ze sceny popłynęły utwory Stanisława Moniuszki w odsłonie jazzowo-ludowej. Wybrzmiały tej stylistyce tak pięknie i naturalnie, jak gdyby kompozytor z takim właśnie zamysłem je stworzył. Koncert, podobnie jak wydarzenie pierwszego dnia festiwalu, był transmitowany w Radiu dla Ciebie.

– Fryderyk Chopin szybko stał się szybko częścią muzyki światowej, tymczasem Moniuszko był domowy, patriotyczny. Nie przebił się aż tak do międzynarodowej publiczności. Cieszy jednak fakt, że dziś artyści mający już pozycję na świecie sięgają po Moniuszkę. Należą do nich i Grażyna Auguścik, i Maria Pomianowska – powiedział Jerzy Kisielewski w trakcie zapowiedzi koncertu.

Grażyna Auguścik przyjechała do Radziejowic z Chicago, gdzie mieszka, koncertuje, nagrywa płyty i prowadzi własną wytwórnię płytową. Artystki nie trzeba nikomu przedstawiać – zrobiła międzynarodową karierę, jest uznana za jedną z najciekawszych postaci na światowej scenie jazzowej. W swoich interpretacjach wydobyła wszystkie walory utworów Moniuszki, podkreślając ich liryzm i niezwykłą melodykę.

Maria Pomianowska zagrała na instrumentach ludowych – suce biłgorajskiej, suce mieleckiej i fideli płockiej. To staropolskie instrumenty smyczkowe budową przypominające skrzypce. Do naszych czasów nie przetrwał żaden egzemplarz suki. Zrekonstruowano je na podstawie akwareli Wojciecha Gersona – instrument odtworzyli współcześni lutnicy. Nieco inaczej było w przypadku fideli płockiej – wykopano ją w 1985 roku z wysuszonej studni podczas badań archeologicznych na płockiej starówce. Pochodzący z XVI lub XVII wieku instrument był nieuszkodzony, jedynym zniszczeniem było pęknięcie, które powstało w trakcie wykopywania eksponatu. Na wzór tego egzemplarza powstały kolejne, które są dziś w użyciu.

– Maria Pomianowska tchnęła w instrumenty drugie życie. Powstają kierunki na studiach specjalizujące się w graniu na tego typu instrumentach – mówił Kisielewski. Artystka od 1984 roku prowadzi studia nad unikalnymi technikami gry na europejskich i azjatyckich instrumentach muzycznych, podróżując do Indii, Chin, Korei i na Bliski Wschód. Tworzy w Afryce i Azji unikatowe programy bazujące na muzyce ludowej z Mazowsza, współpracując z muzykami arabskimi, pakistańskimi, senegalskimi, irańskimi, koreańskimi, chińskimi, japońskimi i indyjskimi. Wydała 24 autorskie płyty, wiele z nich otrzymało międzynarodowe nagrody.

Artystom towarzyszyło trio jazzowe, które tworzą Nikola Kołodziejczyk (fortepian), Maciej Szczyciński (kontrabas) i Daniel Schröteler (perkusja). Trio nadało utworom Moniuszki  niepowtarzalnego charakteru. Cała ta mieszanina klasycznej bazy z folkiem i jazzem dała znakomity skutek. Było i radośnie, i rzewnie, i wzruszająco.

– Proszę nie analizować, tylko poczuć. To piękne  utwory, które powstały wiele lat temu, ale są wciąż bardzo aktualne – powiedziała Grażyna Auguścik zanim wykonała pierwszą pieśń. Publiczność miała okazję usłyszeć „Prząśniczkę”, „Złotą rybkę”, „Grajka”, „Kozaka”, „Nawróconą”, „Słoneczko”, „Groźną dziewczynę”, „Dumkę” i „Pieśń wieczorną” w niecodziennych wykonaniach.

Niezwykle poruszające było wykonanie „Grajka” z wstępem zagranym na suce przez Marię Pomianowską. Instrument wybrzmiał rzewnie, uczuciowo, momentami wręcz histerycznie, opowiadając bardziej jeszcze niż słowa historię nieszczęśliwej miłości między dziewczyną a grajkiem. Było tam wszystko – smutek przeradzający się w rozpacz, ból, ckliwe zawodzenie, cierpienie poranionej duszy. W podobnym nastroju utrzymana była późniejsza wokaliza Auguścik, porywająca i emocjonalna.

„Kozaka” wykonała Maria Pomianowska. Zaśpiewała zaledwie jeden wers pieśni, wzniecając prawdziwy ogień. Jej biały śpiew w połączeniu z żywiołową nutą suki i ciemnym dźwiękiem kontrabasu porwał publiczność. Wybrzmiała w tym utworze nieziemska siła natury, tego, co w człowieku pierwotne, głęboko ukryte, ale najprawdziwsze.

W „Słoneczku” z kolei niezwykły popis dała Grażyna Auguścik. Jej śpiew przeplatał się z pięknymi partiami fortepianowych fraz Nikoli Kołodziejczyka. W pewnym momencie przeszła do improwizacji. Jej wokaliza była porywająca i pełna emocji, a później wręcz ekstatyczna i transowa. To był szalony ciąg płynących z serca dźwięków, ciąg nie do powstrzymania, do którego dołączyły potem pozostałe instrumenty.

Zupełnie inaczej wykonano pieśń „Groźna dziewczyna”. Wstęp fortepianu sugerował, że za chwilę zacznie się hit współczesnej muzyki rozrywkowej. Wejście pozostałych instrumentów utrzymane w tym samym stylu potwierdziło, że to zamierzony efekt. Dalej utwór ewoluował. Miało się wrażenie, że słucha się na zmianę Golec uOrkiestry, Ady Rusowicz i Breakoutu.

Finałowa „Pieśń wieczorna” utrzymana była w rytmie szalonego oberka. Jazzowe trio zagrało w  stylu ludowej kapeli, bawiąc się tą konwencją, łamiąc rytm, przesuwając akcenty. Było tanecznie, żywiołowo i radośnie. Artyści zostali bardzo ciepło przyjęci przez publiczność, z owacjami na stojąco. Nie obyło się bez bisu.

Po koncercie na elewacji Pałacu w Radziejowicach wyświetlone zostały wizualizacje przygotowane przez Pracownię Multimedialnej Kreacji Artystycznej warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Pokaz zilustrowała muzycznie Warsaw Laptop Orchestra tworząca współczesne kompozycje elektroniczne.  

W sobotę zakończenie festiwalu. Wielki finał, w którym wystąpi Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa pod batutą Mirosława Jacka Błaszczyka oraz Konstanty Andrzej Kulka. Zapraszamy serdecznie!   

 

Tekst: Monika Borowska
Foto: Bartosz Szustakowski

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress