Wieczór Pierwszy ODRODZENIE

Już po raz dziesiąty w letni wieczór nad Radziejowicami zabrzmiał motyw muzyczny z „Laury i Filona”, dając sygnał do rozpoczęcia Festiwalu im. Jerzego Waldorffa czyli wielkiego, muzycznego maratonu na najwyższym artystycznym poziomie. Osiem dni, osiem koncertów, a każdy z nich wyjątkowy. Najsławniejsze i najbardziej znane utwory przeplatać się będą z tymi mniej znanymi, ale równie pięknymi. Wszystkie należeć będą do polskich kompozytorów, stając się okazją do odkrycia i zasłuchania się w bogactwie muzyki polskiej. Codziennym koncertom towarzyszą aż trzy wystawy, będące przeglądem prac artystów, mających największy wpływ na polską sztukę XX wieku: „Metamorfozy” – rzeźby ze zbiorów Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, „Klasycy współczesności” – malarstwa z kolekcji Zachęty – Narodowej Kolekcji Sztuki, a na widzów w namiocie festiwalowym spoglądać będą najwybitniejsi polscy artyści z fotograficznych portretów Macieja Kłosia. Każdy festiwalowy wieczór prowadzi Jerzy Kisielewski, będący krynicą niezliczonej ilości anegdot i nieoczywistych skojarzeń, co gwarantuje swobodną atmosferę i po prostu dobrą zabawę.

Za nami pierwszy wieczór festiwalu i to od razu wieczór mistrzowski. W sobotę, 30 czerwca, na scenie namiotu festiwalowego wystąpiła orkiestra Sinfonia Varsovia pod batutą Andreya Boreyko, który jest jednym z najbardziej cenionych współcześnie dyrygentów na świecie. Obecnie jest dyrektorem muzycznym Narodowej Orkiestry Belgijskiej oraz Orkiestry Filharmonicznej w Naples na Florydzie. Jest rzecznikiem utworów mało znanych, nic zatem dziwnego, że usłyszeliśmy „Tańce galicyjskie” Juliusza Zarębskiego zinterpretowane na orkiestrę symfoniczną przez Ferenca Liszta oraz „Symfonię e-moll op. 7 Odrodzenie” Mieczysława Karłowicza, od którego też zaczerpnął tytuł cały wieczór. Jerzy Kisielewski odczytał także list, który specjalnie z okazji jubileuszu do organizatorów i Publiczności wystosował premier, minister kultury Piotr Gliński.

Juliusz Zarębski cieszył się sławą pianisty-wirtuoza. Dość powiedzieć, że kiedy w wieku siedemnastu lat zdawał do konserwatorium, został przyjęty od razu na rok piąty! Uczelnię opuszczał z wyróżnieniem aż dwóch wydziałów: pianistycznym oraz kompozycji. Podczas koncertów w Europie poznał Ferenca Liszta, który od tego czasu stał się nie tylko jego nauczycielem, ale także przyjacielem, który nie tylko opiekował się nim, ale także dzięki znajomościom pomagał publikować utwory. Dowodem wielkiego uznania Liszta, jakim cieszył się Zarębski, są właśnie „Tańce galicyjskie”. Początkowo skomponowane na fortepian na cztery ręce, a następnie zinstrumentowane przez Liszta na orkiestrę symfoniczną.

„Odrodzenie” zamyka młodzieńczy okres twórczości Mieczysława Karłowicza: okres doskonalenia, pracy nad techniką oraz zbierania doświadczeń. Jest utworem opierającym się o dość szczegółowy program literacki, który sam kompozytor opublikował tuz przed pierwszym wykonaniem 7 kwietnia 1903 i rozliczającym się z okresem młodości na poziomie egzystencjalnym. Jak pisze: „Żal i nieskończony smutek zalewają na wpół omdlałą duszę. Co począć, w którą iść stronę?… Wszechwładne prawo życia bierze jednak górę nad bezwładem. Powoli dusza otrząsa się z omdlenia; budzi się w niej mocny protest przeciwko zniechęceniu, a jednocześnie otwiera się przed jej oczyma bezkreśnie długa, szara droga do podwalin przyszłego istnienia: o d r o d z e n i a”. Szare dni rozświetlają marzenia o przyszłości, a zmęczona i zniechęcona dusza szuka ukojenia. Znajduje je, co Karłowicz daje wyraz w triumfującym i optymistycznym zakończeniu.

Do orkiestry dołączył także Janusz Olejniczak, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. A jeśli Janusz Olejniczak to Fryderyk Chopin. „II Koncert fortepianowy f-moll op. 21” zabrzmiał tak, jak powinien, czyli ekspresyjnie, pokazując całą osobowość pianisty. Janusz Olejniczak sprawia, że zaduma przeplata się z eksplozją uczuć i brzmienia pozwalając zacytować za Tytusem Wojciechowskim: „Bo ja już – może na szczęście – mam mój ideał, któremu wiernie, nie mówiąc z nim, służę, który mi się śni”. A skoro jesteśmy przy cytatach, niech mottem na te letnie, festiwalowe wieczory będzie fragment z listu Juliusza Zarębskiego: „…Czuję muzykę w powiewie wiatru, burzy, szeleści liści na drzewach, w falach dźwięku, w blasku ognia, a także w miłości. Posłuchajcie i będziecie też to czuć…”.

 
Tekst: Agnieszka Romańska
Foto: Bartosz Szustakowski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress